Jakie zakłada Pan powiązania pomiędzy operatorem systemu przesyłowego i operatorem telekomunikacyjnym, który ma powstać na bazie aktywów PSE?
Operator systemu czerpie przychody ze sprzedaży usług przesyłowych i ten obszar zawsze będzie regulowany. To Urząd Regulacji Energetyki będzie zatwierdzał taryfę, tak by nie dopuścić do wzrostu cen energii i w konsekwencji inflacji. Problem polega na tym, że obecnie nie uwzględnia się kosztu kapitału własnego. Z czasem musi się to zmienić. Ministerstwo Gospodarki wstępnie proponowało, żeby zwrot z kapitału własnego został ustalony na poziomie zwrotu z obligacji skarbowych.
W takiej sytuacji angażowanie środków w przedsięwzięcie o, mimo wszystko, większym ryzyku nie ma jednak ekonomicznego uzasadnienia...
Dlatego na świecie powszechne są przypadki powiązania inwestorskiego (kapitałowego) z biznesem telekomunikacyjnym. Na poziomie operacyjnym pomiędzy tymi obszarami pozostają jednak "chińskie mury". Dla inwestora taki portfel inwestycyjny jest komplementarny. Z jednej strony ma on gwarancję bezpieczeństwa, stabilności, z drugiej - duży potencjał wzrostu. Taka struktura jest poważnym atutem, zwłaszcza w okresach recesji.
Czy na pojawienie się na rynku nowego operatora telekomunikacyjnego nie jest jednak za późno? Rynek telefonii stacjonarnej jest już raczej płaski...