Afera Sto-czni Szczecińskiej musi boleć. Głównie dla-tego, że podważa wiarygodno-ść i zaufanie do systemu bankowego. Także moje, niestety. I dochodzę do wniosku, że być może przydałby się zrobiony ad hoc interwencyjny audyt największych kredytów w portfelach banków. Tak, byśmy za chwilę nie zostali zasypani stosem trupów, które wypadną z bankowych szaf. Zresztą to nie jedyne działanie interwencyjne, które trzeba chyba podjąć.
Banki były przez długi czas liderami naszego kulawego rynku kapitałowego. Zaszczyt to może średni, bo na bezrybiu i rak ryba, a jakość konkurencji - czyli innych branż obecnych na parkiecie - czasem wręcz żenująca. Tak czy siak, banki błyszczały i budziły zaufanie inwestorów. Zaangażowanie funduszy w ten sektor pozwalało na obronę indeksów, wbrew tendencjom na świecie. Po ostatnich notowaniach widać sporą determinację w bronieniu pozycji i wycen banków, by nie dopuścić do strat w portfelu. Ale ewentualne rozszerzenie zarazy i np. informacje o kłopotach z odzyskaniem nie tylko długów, ale zabezpieczeń dajmy na to hut czy producentów samochodów mogą przelać czarę goryczy. I nawet najwięksi twardziele nie byliby wtedy w stanie podtrzymać rynku.
Biorąc to wszystko pod uwagę, myślę, że zasadne jest rozważenie pilnych działań interwencyjnych, które mogłyby ograniczyć ryzyko erozji systemu bankowego.
l W przypadku dużych, także konsorcjalnych, kredytów udzielanych gigantom zalecić sporządzenie dwóch niezależnych audytów konkretnych, finansowanych projektów. Oznacza to, oczywiście, wzrost kosztów, ale byłoby sposobem na podreperowanie jednak nadszarpniętej wiarygodności sektora.
l Szczególnie istotną kwestią wydaje się analiza zabezpieczeń kredytowych - ostatnio zdecydowanie za dużo wokół tego szumu, przez co powstaje fatalne wrażenie, że kredyty udzielane były (a może są?) czasem "na gębę". A gęba owa wyceniana jest niejednokrotnie na dziesiątki i setki milionów złotych. Chyba za często bez powodu lub z przyczyn politycznych.