W.Kruk właśnie rozpoczął przyjmowanie zapisów na swoje akcje. Firma zachęca inwestorów wskazując na dobre perspektywy rozwoju sprzedaży wyrobów jubilerskich, odzieży i dóbr luksusowych. Analitycy tymczasem zwracają uwagę na bardzo ambitne prognozy wzrostu sprzedaży i zysku. Jak zamierzacie je zrealizować?
Przede wszystkim chcemy edukować klientów. Podam przykład. Na Zachodzie przeciętny biznesmen ma trzy markowe zegarki - jeden do pracy, jeden na wieczór i jeden do uprawiania sportu. W Polsce jest z tym gorzej - mało kto ma nawet jeden szwajcarski zegarek. Ponadto zamierzamy otwierać sklepy w miejscach, gdzie nas jeszcze nie ma. Ważnym elementem naszej strategii jest wprowadzanie co 24 miesiące nowej marki - już na wiosnę 2003 roku wprowadzimy nową markę włoskiej odzieży, która będzie tańsza niż Deni Cler. Przewidujemy również spadek kosztów administracyjnych w relacji do przychodów ze sprzedaży. Dużo zainwestowaliśmy w zespół, który jest w stanie zarządzać kilkoma markami.
Przyglądając się sytuacji finansowej spółki, pierwsze, co rzuca się w oczy, to bardzo wysokie zadłużenie (około 26 mln zł), uniemożliwiające zaciąganie kolejnych pożyczek. Można odnieść wrażenie, że emisja ma charakter ratunkowy.
Dla spółki nie jest najważniejsze zmniejszenie długu, lecz powiększenie kapitałów własnych, które wynoszą 17 mln zł. Chcemy, aby proporcje pomiędzy nimi były bardziej korzystne. Nie zamierzamy rezygnować z finansowania się długiem, bo uważamy, że jest ono właściwe. Poziom udzielonych kredytów świadczy o zaufaniu banków do spółki.
Wydaje mi się jednak, że trudno jest Wam panować nad kosztami. Przez ostatnie dwa lata przychody wzrastały średnio o ponad 20% rocznie, a mimo to nie udało się zmniejszyć zadłużenia, tak żebyście byli bardziej atrakcyjni dla potencjalnych inwestorów.