Rząd podtrzymał wcześniejsze założenie wzrostu gospodarczego w 2003 r. na poziomie 3,1%, wobec 1% prognozowanego na ten rok. Wydatki mają wzrosnąć o stopę inflacji plus 1 pkt. proc. i wynieść 192,5 mld zł. Przy założeniu deficytu nie przekraczającego 40 mld zł daje to dochody na poziomie minimum 152,5 mld zł, wobec 145,1 mld zł w tym roku.
- Liczymy na większe dochody z VAT i akcyzy. Zaczęliśmy prace wychodząc z niezmiernie konserwatywnych założeń i przez to osiągnęliśmy nadmierny, nierealistycznie wielki i nawet groźny deficyt budżetowy - powiedział M. Belka. W czwartek, powołując się na źródła rządowe, PAP i Radio Zet podały, że deficyt ma wynieść 46,3 mld zł.
M. Belka poinformował również, że rząd zakłada poprawę na rynku pracy w 2003 r. Stopa bezrobocia na koniec przyszłego roku ma spaść poniżej 18%. Michał Tober, rzecznik rządu, powiedział, że założenia do budżetu zostaną ostatecznie przyjęte przez Radę Ministrów na posiedzeniu 2 lipca.
Dariusz Rosati, członek Rady Polityki Pieniężnej, pozytywnie ocenił projekt budżetu. - Uważam, że zakładany przez rząd wzrost PKB o 3,1% jest realny - stwierdził w wywiadzie dla Reutersa. - Im większy deficyt, tym ostrzejsza musi być polityka pieniężna, jeśli chcemy zachować stabilność makroekonomiczną - dodał. Jego zdaniem, w tym roku wzrost gospodarczy wyniesie 1,5%.
Przeciwnego zdania jest Wiesława Ziółkowska, również z RPP . - Deficyt na poziomie 40 mld zł jest zbyt wysoki - powiedziała agencji ISB. Stwierdziła, że jest mało prawdopodobne, aby parlament zgodził się na ograniczenie wzrostu wydatków zgodnie z tzw. regułą Belki. Dodała również, że założenia makroekonomiczne do budżetu są zbyt optymistyczne. - 3,1% wzrostu PKB to za dużo. W tym roku osiągniemy co najwyżej 1%.