No i mamy 3,90 zł za euro! Wspólna waluta dość stanowczo postępuje z dolarem na rynkach światowych i ma to przełożenie również na rynek polski. Wzrost eurodolara ciekawie przekłada się zresztą na kursy złotego. Otóż wartość dolara nie zmienia się znacząco. W piątek właściwie przez cały dzień byliśmy w okolicach 4,02. Cały ruch na eurodolarze obserwowaliśmy na rynku euro/zł. No i właśnie dlatego późnym popołudniem osiągnęliśmy 3,90 (otwarcie to 3,88).
Odchylenie od starego parytetu w takiej sytuacji też musiało spaść. Rano byliśmy na poziomie 8,1%, około 16.00 (wtedy przebiliśmy 3,90 na rynku euro/zł) na 7,85%. Pod koniec dnia ruszył wreszcie rynek USD/zł. W sumie kończyliśmy na 4,03, 3,905, czyli na 7,7%. Obroty były dość spore.
Rynek walutowy nie zareagował ani na informacje o PKB w I kwartale 2002 roku (potwierdziło się, że nie ma mowy o wyraźnym ożywieniu), ani na dane o majowym bezrobociu (spadek do 17,2% cieszy, ale jest głównie wynikiem sezonowości prac w budownictwie i rolnictwie oraz zatrudnieniu rachmistrzów spisowych). Żadnych zmian nie wywołały także informacje o założeniach do budżetu na 2002 rok, choć poziom deficytu budżetowego wcale nie okazał się wyższy od tegorocznego, czego się obawiano.
Złoty w ostatnich dniach się osłabił. Częściowo jest to związane z powtórnym zaostrzeniem sytuacji między RPP a rządem, częściowo z zachowaniem rynku eurodolara. I wydaje się, że te dwa czynniki będą istotne również w tym tygodniu. Debata sejmowa może przynieść rozstrzygnięcie w postaci zwiększenia liczby członków Rady. To z pewnością nie będzie to informacja pozytywna dla złotego. Z kolei po okresie wyraźnego wzrostu euro może nieco skorygować do dolara. Ale trudno oczekiwać, aby mogła to być długotrwała korekta. Wszystko wskazuje na to, że podążamy w kierunku parytetu, choć trudno powiedzieć, kiedy dokładnie możemy się znaleźć w jego pobliżu.
Rozpoczynający się właśnie tydzień to także posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej. Ostatnie dane o inflacji, inflacji bazowej, produkcji przemysłowej i PPI potwierdzają, że nie ma silnej presji inflacyjnej, a gospodarka wciąż nie może wejść na ścieżkę wyraźniejszego wzrostu. A więc kolejne 50 punktów bazowych? Zapewne tak. Niektórzy inwestorzy mówią nawet, że jeszcze więcej. Zobaczymy. A jak się to wszystko może przełożyć na kurs złotego? Jeśli Sejmprzyjmie radykalne zmiany w ustawie o NBP (o ile, oczywiście, zdąży w ogóle to zrobić do końca czerwca), a Rada obniży stopy, złoty powinien stracić. Ale nie sądzę, aby zmiany były duże.