Konia z rzędem temu, kto poda dokładną liczbę działających w Polsce agentów ubezpieczeniowych. Szacunki mówią o 30-40 tys. czynnych pośrednikach, ale wydanych zezwoleń jest przynajmniej osiem razy więcej. Nikt nie wie, ile z tych osób zamierza sprzedawać polisy, ile z nich schowało zezwolenie na dnie szuflady i nigdy nie wróci do zawodu agenta. Co gorsza fakt, że zezwolenie wydawane jest na czas nieograniczony, wykorzystują nieuczciwi pośrednicy. Doprowadzili oni do poważnych strat finansowych towarzystwa, które udzieliły im pełnomocnictw na wystawianie polis. Oszuści są praktycznie bezkarni. Nawet jeżeli sprawa trafi do prokuratury czy sądu, najczęściej jest umarzana ze względu na niską szkodliwość społeczną. To powoduje, że przepis o cofnięciu zezwolenia nieuczciwemu agentowi po skazaniu prawomocnym wyrokiem sądu, jest w praktyce martwy. Sytuację unormowałoby powstanie rejestru pośredników. Jednak brak podstawy prawnej spowodował, że zainicjowane we wrześniu ub.r. przez ówczesny Państwowy Urząd Nadzoru Ubezpieczeń (obecnie Komisja Nadzoru Ubezpieczeń i Funduszy Emerytalnych) wstępne prace nad projektem zostały wstrzymane do momentu uchwalenia ustawy o pośrednictwie ubezpieczeniowym. Na szczęście skierowany do Sejmu rządowy projekt ustawy o pośrednictwie przewiduje m.in. utworzenie takiej bazy danych przy Polskiej Izbie Ubezpieczeń. Rejestr ma być prowadzony w formie elektronicznej, a dostęp do niego, oprócz zakładów ubezpieczeń, będą mieli także potencjalni klienci.
Źródło złych obyczajów
Rynek pośrednictwa ubezpieczeniowego zdestabilizowało w ostatnich dwóch latach kilka średniej wielkości firm, które zdecydowały się na wprowadzenie systemu urocznionej prowizji (problem dotyczy głównie towarzystw oferujących ubezpieczenia na życie). Miał on zdynamizować proces sprzedaży, tak aby w szybkim tempie można było zagospodarować znaczną cześć rynku. Niestety działania mające na celu pozyskiwanie klienta za wszelką cenę, okazały się zgubne dla tych towarzystw. Oczywiście firmy te nie poczuwają się do odpowiedzialności twierdząc, że taki system jest standardem na dojrzałych rynkach, a one same zostały wykorzystane przez część funkcjonujących na naszym rynku pośredników. Analitycy rynku podkreślają jednak, że zapewnienie przez firmy ubezpieczeniowe tak łatwego zarobku nieuczciwym agentom było - delikatnie mówiąc - wielką naiwnością. Towarzystwa po wpłynięciu od nowego klienta dwóch, trzech miesięcznych składek, wypłacały zaliczkowo prowizję w wysokości rocznych wpływów z takiej polisy. W ten sposób promowały szybką sprzedaż, a nie budowanie i zarządzanie portfelem długoterminowych polis.
Szybko okazało się, że sprytnym agentom zależy wyłącznie na uzyskaniu pierwszej prowizji, a nie na utrzymywaniu "zdobytej" polisy. Pośrednicy ci przechodzili do innej firmy, zrywając umowę z dotychczasową i nie zwracali wziętego zaliczkowo wynagrodzenia prowizyjnego. Niektórzy agenci posuwali się jeszcze dalej. Z własnej kieszeni wpłacali do kasy "swojej" firmy dwie, trzy miesięczne składki za kilku fikcyjnych klientów, by następnie zainkasować roczne prowizje i rozpłynąć się. Zysk z takiej operacji był, w zależności od liczby wpłaconych składek, cztero-, a nawet pięciokrotny.
Szerszy katalog karNiestety działalność nieuczciwych pośredników wymykała się wszelkiej kontroli, nawet ze strony nadzoru. Obecnie KNUiFE, na wniosek zakładów, wyłącznie wydaje i cofa licencje agentom. Na szczęście rządowy projekt ustawy przewiduje zwiększenie uprawnień w zakresie nadzorowania, w tym także karania zakładów ubezpieczeń za nieprawidłowości, jakie ujawnią się w pracy reprezentujących ich agentów ubezpieczeniowych. Przede wszystkim, nadzór będzie mógł przeprowadzić taką kontrolę w każdym czasie (np. po wpłynięciu kilkunastu skarg od poszkodowanych klientów). Jeśli prawidłowości potwierdzą się, nadzór będzie mógł wydać zalecenie ich usunięcia i dostosowanie działalności zakładu ubezpieczeń do przepisów prawa. Gdyby okazało się, że agent ubezpieczeniowy naruszył przepisy prawa, bądź nie zachował staranności lub dobrych obyczajów, nadzór będzie mógł zakazać, w drodze decyzji, zakładowi ubezpieczeń korzystania z usług takiego pośrednika. W takim przypadku zakład ubezpieczeń będzie zobowiązany do natychmiastowego rozwiązania umowy z tym agentem oraz cofnięcia mu pełnomocnictwa. Uchylanie się od tych obowiązków może skutkować dotkliwymi karami finansowymi nakładanymi przez nadzór (nawet do równowartości w złotych 50 tys. euro na członków zarządu zakładu ubezpieczeń albo prokurentów i aż 500 tys. euro na zakład ubezpieczeń).