Grupa kredytobiorców składa się z siedmiu osób. Sześć z nich to członkowie zarządu firmy W. Kruk - Na każdą z tych osób przypada pożyczka w wysokości od 200 tys. zł do 500 tys. zł. W trakcie zapisów nie ujawniamy jednak, jakie każda z nich złoży zamówienie. Informacje te zostaną upublicznione dopiero po zakończeniu oferty - zapowiada Jan Rosochowicz, prezes zarządu W. Kruk.
Siódma osoba to Ewa Kruk, żona głównego właściciela Wojciecha Kruka i jednocześnie członek rady nadzorczej, oraz akcjonariusz spółki (5,2%). - Pożyczyliśmy 500 tys. zł. To, że zaciągamy kredyt, to wyraz naszej wiary w sukces firmy - mówi Wojciech Kruk.
Kredyt pochodzi z Banku Zachodniego WBK, czyli banku, którego dom maklerski wprowadza papiery na parkiet. To zaś automatycznie rodzi podejrzenie o szczególne traktowanie specyficznej grupy inwestorów.
Jednak, jak zapewniają przedstawiciele spółki, oprocentowanie pożyczek jest standardowe, aczkolwiek uwzględnia długoletnią znajomość stron. - W praktyce oznacza to odsetki na poziomie nieco większym niż stopa WIBOR - twierdzi J. Rosochowicz. Należy się zatem domyślać, że jest to 10-11%. W tym czasie kredyt dla zwykłego inwestora to 16%.
Dzieląc wartość kredytu przez deklarowaną liczbę akcji, na jakie mają być złożone zapisy (ok. 60 tys. sztuk), otrzymujemy cenę 40 zł za jedną. Tymczasem widełki cenowe to 35-43 zł. Kredytobiorcy mówią jednak, że nie należy zbytnio przywiązywać wagi do takich wyliczeń, gdyż są one tylko przybliżoną wartością. - Ostatecznie o cenie i wielkości zamówienia zdecydujemy tuż przed końcem zapisów - mówi prezes.