Obrona wsparć przez indeksy w USA na sesji poniedziałkowej nie pomogła naszemu rynkowi. Ceny kontraktów spadły poniżej poprzedniego zamknięcia, notując nowe minimum w obecnym trendzie spadkowym.

Początek sesji takiej słabości nie sygnalizował. Dobre notowania na sąsiednich rynkach sprawiły, że kontrakty we wtorek rozpoczęły od sporego wzrostu. Sielanka właścicieli długich pozycji trwała jednak krótko. Niedługo po rozpoczęciu notowań na rynku kasowym dało się zauważyć pierwsze oznaki słabości, które szybko przerodziły się w regularną wyprzedaż. Ceny serii wrześniowej zjechały do 1253 pkt., czyli od ostatniego szczytu o 50 pkt. Ta odległość wydaje się nieprzypadkowa. Wcześniejsza korekta wzrostowa, która zakończyła się na początku sesji poniedziałkowej, wyniosła ceny na odległość 29 pkt. Jak łatwo sprawdzić, 50 podzielone przez 29 w przybliżeniu daje 1,618. Liczba ta to jedna ze stałych zależności, występujących między liczbami należącymi do ciągu Fibonacciego. W panującym trendzie można próbować przewidywać wielkość ruchu po wystąpieniu korekty. Może ona być równa wysokości tejże korekty pomnożonej przez 1,618. Nie zawsze takie relacje mają na rynku miejsce, ale widać, że dziś sporo graczy na to liczyło. To spowodowało, że podaż nie miała już sił zbijać cen jeszcze niżej.

Z punktu widzenia analizy trendu nic się nie zmieniło. Niedźwiedzie potwierdziły swoją dominację - w tej chwili nie można myśleć o innych pozycjach niż krótkie. Do pierwszych sygnałów, które miałyby zmienić obecnsy stan rzeczy, dużo brakuje. W tej chwili sygnałem zamknięcia krótkich pozycji byłoby wyjście wykresu cen nad poziom 1317 pkt., czyli nad lukę bessy z 19 czerwca. Sygnałem przygotowawczym będzie pokonanie średniej kroczącej, która przebiega nieco niżej - na 1300 pkt.