Wczorajsze notowania zakończyły się bardzo niekorzystnie dla posiadaczy akcji, mimo, że przewagę podaży było widać tylko na początku sesji. Otwarcie WIG20 wypadło na wysokości 1209 pkt., o 4,3% niżej wtorkowego zamknięcia. Choć w dalszej części byki stopniowo odrabiały straty, to nie udało im się zanegować złych sygnałów powstałych w pierwszej godzinie notowań. Sesja zakończyła się 2,4% niżej niż dzień wcześniej i tylko czterem spółkom z WIG20 udało się uchronić przed spadkiem (dwie wzrosły i dwie nie odnotowały zmiany). Na wykresie pojawiła się czwarta luka bessy w zaledwie miesięcznym trendzie spadkowym, co wyraźnie pokazuje, kto ma przewagę na rynku. Dodatkowo ten pesymistyczny sygnał zbiegł się z przełamaniem dolnej linii średnioterminowego kanału spadkowego (poprowadzonej przez dołki z okresu marzec-maj), a to nie powinno pozostać bez wpływu na dalsze losy indeksu. Takie zachowanie sugeruje kontynuację przeceny, która może się teraz pogłębić co najmniej o wysokość wcześniejszego kanału, czyli o 100 pkt. Biorąc pod uwagę, że przebite wsparcie znajduje się na wysokości 1250 pkt., realna staje się zniżka do najniższego poziomu z grudnia (1146 pkt.). Trend spadkowy potwierdzają wskaźniki techniczne. W strefach niedźwiedzia znajdują się zarówno dzienny, jak i tygodniowy MACD-histogram oraz linie kierunkowe. Towarzyszą temu rosnące wartości średniego indeksu ruchu kierunkowego (ADX).
Grającym na zniżkę przestają natomiast sprzyjać oscylatory, które sygnalizują coraz bardziej wyprzedany rynek i dodatkowo zaczynają już tworzyć dywergencje z kursem indeksu. Może się to przełożyć na korektę spadków, która byłaby ruchem powrotnym do 1250 pkt. Także indeks Armsa nieznacznie dodaje optymizmu. Wprawdzie tutaj, podobnie jak w przypadku oscylatorów, nie doszło jeszcze do sygnału kupna, ale wskaźnik ten zbliża się do rekordowo wysokich poziomów, co powinno sprzyjać odbiciu. Losy trendu krótkoterminowego może w tej chwili zmienić tylko zdecydowany wzrost powyżej 1288 pkt., gdzie opór tworzy dołek z początku maja.