Prada Holding, właściciel takich marek jak Miu Miu i Jil Sander, poinformował o rezygnacji z zebrania środków z rynku kapitałowego ze względu na wciąż spadające kursy akcji. Inwestorzy, którzy stracili pieniądze przy okazji prawie połowy europejskich ofert publicznych w minionych trzech miesiącach, będą zapewne unikać nowych akcji, oferowanych przez brytyjską spółkę Yell i inne firmy.
Papiery hiszpańskiego Enagasu, spółki kontrolującej tamtejsze gazociągi, straciły podczas debiutu na wartości, mimo że popyt na nie był 10 razy większy od liczby oferowanych akcji, a cena była niższa od planowanej. Pirelli & C. Real Estate, największa we Włoszech firma z branży nieruchomości, staniała już o 15% od rozpoczęcia notowań we wtorek.
Prada miała w poniedziałek rozpocząć przyjmowanie zamówień na akcje. Spółka i jej właściciele zamierzali środki pozyskane ze sprzedaży papierów przeznaczyć na zmniejszenie długów i sfinansowanie nowych kolekcji. Prada, którą w prospekcie wyceniano na 2,8 do 6 mld euro, na koniec ub.r. miała 1,2 mld euro długu.
Inwestorzy będą teraz jeszcze bardziej ostrożni przy kupowaniu akcji tych spółek, które zdecydują się na pierwszą publiczną sprzedaż po aferze WorldComu. A ci, którzy mimo wszystko będą przeprowadzali oferty, muszą sprzedawać akcje taniej. - W tych warunkach rynkowych nawet właściciele Prady przestraszyli się. WorldCom potwierdził, że problemy jeszcze nie skończyły się - powiedział agencji Bloomberga Claudio Morsenchio, zarządzający funduszem w bolońskim Banco Emiliano Romagnolo.
Od 13 czerwca trwa sprzedaż akcji brytyjskiej spółki Yell, wydającej książki telefoniczne. W tym czasie kursy papierów jej konkurentów, takich jak szwedzki Eniro i hiszpańska Telefonica Publicidad e Informacion, spadły o 11%, tak więc inwestorzy będą zapewne gotowi zapłacić mniej niż chce Yell i jego właściciele.