Wśród powodów, dla których już od ponad roku spada aktywność na globalnym rynku fuzji i przejęć, należy wymienić oczywiście dekoniunkturę. Upadek Enrona, kolejne afery księgowe w spółkach, zwłaszcza amerykańskich, konflikt interesów analityków w bankach inwestycyjnych - wszystkie te czynniki powodują, że szefowie korporacji bardziej sceptycznie oceniają ewentualne korzyści osiągnięte dzięki aliansowi. Biorąc pod uwagę poszczególne regiony, dosyć dobrze wypada Europa. W drugim kwartale br. ogłoszono transakcje z udziałem europejskich spółek, wycenione łącznie na 280 mld USD, podczas gdy w Stanach Zjednoczonych zadecydowano o transakcjach wartych w sumie 222 mld USD.

Kryzys na rynku fuzji i przejęć bardzo boleśnie odczuwają przede wszystkim banki inwestycyjne, dla których pośrednictwo w fuzjach i przejęciach to jeden z głównych przedmiotów działalności. Publikując niedawno wyniki kwartalne, tacy potentaci z Wall Street, jak Lehman Brothers czy Morgan Stanley Dean Witter oficjalnie jako główny powód gorszych rezultatów podały załamanie na rynku fuzji i przejęć. Dyrektor finansowy Morgan Stanley, Stephen Crawford, oficjalnie zapowiedział w ubiegłym tygodniu, że jeśli koniunktura w tym segmencie rynku się nie poprawi, wówczas w jego banku i w innych z Wall Street z pewnością będą potrzebne dalsze redukcje zatrudnienia.

Do tej pory w tym roku liderem na rynku fuzji i przejęć w skali globalnej jest Credit Suisse First Boston, który obsłużył 153 transakcje, wycenione na 90,8 mld USD. Tuż za nim znalazły się J.P. Morgan (90,3 mld USD) i Morgan Stanley Dean Witter (89,5 mld USD).