Ostatnia sesja, pomimo dość obiecującego otwarcia i krótkoterminowej poprawie sytuacji na głównych europejskich parkietach, przyniosła silną przecenę akcji wchodzących w skład WIG20, co przełożyło się na spadek tego indeksu o 2,34%. Zanotowane zamknięcie na poziomie 1216 pkt. jest najniższym od 6 miesięcy i dobitnie pokazuje, jaki trend dominuje obecnie na warszawskim parkiecie. Lokalne wsparcie, jakie byki odnalazły na poziomie ok. 1210-1216 pkt., wydaje się tylko krótkotrwałym przystankiem przed dalszą deprecjacją. Nieco większą aktywność strony popytowej może wywołać dotarcie indeksu do następnego poziomu obrony, czyli do dołka z połowy grudnia 2001 r. (1150-1170 pkt.), lecz i to nie jest pewne.

Z nieco dłuższej perspektywy bardzo prawdopodobny jest ponowny test poziomu 1000 pkt., gdzie już dwukrotnie na przestrzeni kilku lat zanotowaliśmy bardzo istotne punkty zwrotne. Do tej wartości stopniowo zbliża się linia ponaddwuletniego trendu spadkowego, która obecnie ma wartość 1060 pkt. Tam też powinno mieć miejsce decydujące starcie popytu i podaży.

Układ średnich kroczących jest wyjątkowo negatywny i brak jakichkolwiek oznak zakończenia trendu spadkowego. Średnia SK-15 po przebiciu wolniejszej SK-45 opada coraz niżej, podążając za indeksem. Źle prezentują się najważniejsze oscylatory szybkie. Wszystkie znalazły się w strefie rynku wyprzedanego. Na ich wykresach nie widać choćby śladu pozytywnych dywergencji.

W dalszym ciągu coraz niżej opada dzienny MACD. Również na wykresie tego wskaźnika trudno jest się dopatrzyć pierwszych oznak słabnięcia niedźwiedzi. Wstępnym sygnałem kupna będzie dopiero zakręcenie w górę i przebicie linii sygnalnej, lecz nic nie wskazuje na to, aby nastąpiło to podczas najbliższych sesji. Również MACD tygodniowy dał sygnał sprzedaży, przecinając od góry linię równowagi.

Utworzona długa czarna świeca na wykresie tygodniowym, której towarzyszył wzrost obrotów, doprowadziła do wybicia w dół ze strefy konsolidacji powyżej, co niczego dobrego nie wróży posiadaczom akcji.