Pierwsza połowa roku na GPW zakończyła się spadkami podobnymi w dynamice do wzrostów, jakie ten okres rozpoczęły spółki z WIG20. W efekcie obecny poziom WIG20 jest zbliżony do tego z początku stycznia. Z punktu widzenia inwestorów indeksowych pierwszego półrocza jakby nie było...

Nasz parkiet nie oparł się dużej ilości złych informacji, które w ostatnim czasie nań napłynęły. Oczekiwanego "window dressing" pod koniec półrocza w postaci wyciągania kursów do góry po prostu nie było. Sesja poniedziałkowa robiła wrażenie, jakby stanowiła tylko przystanek w drodze do jeszcze niższych poziomów indeksu. Można odnieść wrażenie, że rynek płaci obecnie karę za zbyt duże i nieuzasadnione fundamentalnie wzrosty z ostatniej jesieni i zimy. Na razie, poprawy krajowych wskaźników makroekonomicznych nie widać, a dochodzą kolejne czynniki ryzyka. Jak choćby niepewna kwestia deficytu budżetowego w przyszłym roku.

Wyniki finansowe spółek za II kwartał nie będą miały raczej optymistycznej wymowy. Choć słabe wyniki za ten okres w wielu przypadkach są już w cenach (patrz banki), jest spora niepewność, jeśli chodzi o to, co będzie w kolejnych kwartałach. Tymczasem są całe sektory gospodarki, w których sytuacja jest niezwykle trudna. Banki będą również w kolejnych kwartałach pod presją tworzenia dużych rezerw.

Najbliższym poziomem wsparcia dla indeksu WIG20, którego testu nie da się chyba uniknąć, jest 1150 punktów, czyli poziom jego lokalnego dołka z pierwszej połowy grudnia minionego roku. Jeżeli jednak przez wakacje nic się w gospodarce nie zmieni, a na razie na poprawę są marne szanse, na polepszenie klimatu wokół inwestycji kapitałowych przyjdzie zapewne poczekać do jesieni.