W zeszłym tygodniu pisałem, że najważniejszym wydarzeniem w tym tygodniu
będą zapewne prace na budżetem. I rzeczywiście tak jest. Jednak sądziłem, że cała uwaga będzie skupiona na dyskutowanych przez rząd założeniach makroekonomicznych. A jednak nie...
Przez cały wtorek byliśmy zasypywani sprzecznymi informacjami na temat tego, co dzieje się na posiedzeniu rządu. Głównie chodziło o decyzję premiera Belki. Najpierw pojawiła się informacja, że zagroził on podaniem się do dymisji w razie nieprzyjęcia deficytu budżetowego na poziomie 40 mld zł. Potem, że do dymisji się podał, kilka minut później, że jednak nie itd., itp. Z takim szumem informacyjnym mieliśmy do czynienia aż do konferencji po posiedzeniu rządu.
Złoty w tym okresie zachowywał się bardzo spokojnie. Notowania rozpoczęliśmy z poziomów 4,02 i 3,96, odpowiadało to 7,1% powyżej starego parytetu. O 11.00 było nawet 4,00 i 3,94, a więc 7,5%. Potem wróciliśmy na 4,02 i 3,96.
O 16.30 rozpoczęła się konferencja prasowa. Już pierwsze zdania, które zobaczyliśmy na stronach agencji informacyjnych, doprowadziły do osłabienia złotego. Chodzi tu przede wszystkim o informacje dotyczące deficytu budżetowego, który okazał się wyższy niż sądzono. No, a kiedy stało się jasne, że minister M. Belka podał się do dymisji i została ona przyjęta przez premiera L. Millera, o optymizmie nie mogło być już w ogóle mowy. Złoty praktycznie skokowo osłabił się o trzy grosze zarówno wobec dolara, jak i wobec euro. Chwila stabilizacji i znowu przewaga podaży. Kończyliśmy na 4,08 i 4,02.