Rozwijając po roku 1989 polską gospodarkę, mieliśmy na Zachodzie wzorzec i punkt odniesienia. Zachodni standard zarządzania i zachodnia kultura korporacyjna były swoistym drogowskazem. Pokazywały kierunek i mierzyły dystans, jaki mają do pokonania nasze firmy, oczyszczające się z dziedzictwa RWPG. Zwłaszcza zaś spółki notowane na rynku publicznym, gdzie zaufanie inwestorów jest kluczem do sukcesu rynkowego.

Co zrobić teraz, gdy ów zachodni wzorzec rozpada się na naszych oczach? Kolejne afery demaskują nierzetelność raportów finansowych, zdumiewające oszustwa i wyczyny "twórczej księgowości". W miejsce zaufania pojawia się podejrzliwość i nieufność, wręcz oczekiwanie na następne odcinki sensacyjnego serialu, rozpoczętego przez aferę Enronu.

Okazuje się, że sztucznie nadmuchany balon dotcomów to była dopiero przygrywka do prawdziwych kłopotów światowego rynku kapitałowego. Internetowa gorączka i jej smutny finał nie naruszyły fundamentów rynku. Odwrotnie - przejściowa moda zdawała się potwierdzać solidność starej ekonomii. Teraz, w połowie roku 2002, zatrzęsły się fundamenty. Zwolennicy tezy o spekulatywnym i gospodarczo bezpłodnym charakterze rynków finansowych zacierają ręce. Twierdzą, że przypadki Enronu, WorldCom, Tyco i Xerox to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Nie poddając się takim nastrojom, trzeba jednak zauważyć, że niski stan rynku na progu XXI wieku obnażył coś, czego nie zauważono w okresie boomu lat 90. Okazuje się, że ówczesna pogoń za wskaźnikami ekonomicznymi i dywidendami miała swoją cenę w postaci obniżenia standardów etycznych w kierownictwie wiodących spółek giełdowych. Wygórowane oczekiwania inwestorów były kołem zamachowym tego procesu, bodźcem zaś opcje menedżerskie i inne formy wynagrodzeń pochodnych od uzyskanego wyniku giełdowego. Komplikujące się struktury korporacyjne poszerzały pole manewru. Standard korporacyjny obniżał się w czasie, gdy Europa Środkowowschodnia szukała wzorca! Ani zachodni akcjonariusze, ani odbudowująca się Europa postkomunistyczna, wpatrzona w zachodnie wzorce, nie podejrzewali choroby, jaka już wówczas toczyła korporacje, rywalizujące o względy inwestorów. Co gorsza, okazuje się, że zarażone są nie tylko korporacje, ale i poręczyciele wiarygodności, jakimi są audytorzy.

Mając do czynienia z tak głębokim kryzysem zaufania, nie wystarczy grać na przeczekanie, w nadziei, że przyjdą lepsze czasy. Jednym ze sposobów radzenia sobie w tej sytuacji jest upowszechnienie kodeksu dobrych praktyk korporacyjnych, opracowanego w dwóch miejscach w Polsce, zanim jeszcze ujawniła się choroba. Jest to wprawdzie mały krok, za to w dobrym kierunku...