Odejście Messiera, omawiane na wczorajszym posiedzeniu rady nadzorczej, może bowiem, zdaniem analityków, oznaczać rozpad tej drugiej na świecie spółki medialnej. - Będzie można zarobić jeszcze więcej pieniędzy. Rynek spodziewa się wyprzedaży aktywów lub emisji akcji - powiedział agencji Bloomberga Anis Bouayad, szef AB Conseils, doradcy w sprawach strategii przedsiębiorstw.
Messier kupił 23 firmy, warte 77 mld USD, gdy przekształcał liczącą 149 lat firmę użyteczności publicznej w spółkę medialną. Zaczął akwizycję w 1998 r. od firmy wydawniczej Havas. W tym samym czasie sprzedał też aktywa warte 29 mld USD. Biorąc pod uwagę, że honorarium za usługi doradcze przy fuzjach wynosi średnio 0,4% wartości transakcji, Messier zapłacił bankom inwestycyjnym co najmniej 400 mln USD.
Najbardziej skorzystał na tym Lazard. Jego bankowcy Georges Ralli i Erik Maris doradzali przy prawie wszystkich transakcjach, w tym przy przejęciu Seagramu za 30 mld USD w 2000 r. Messier pracował w Lazard przez pięć lat, do 1994 r., kiedy to przeszedł do Generale des Eaux, spółki zajmującej się dostarczaniem wody i usuwaniem odpadków, którą przekształcił w Vivendi.
Rozpad Vivendi, do której należy między innymi producent filmów Universal Studios, byłby dobrą wiadomością dla banków inwestycyjnych. Z danych Bloomberga wynika, że wartość akwizycji spadła w I półroczu o jedną trzecią w porównaniu z takim samym okresem ub.r. Firmy maklerskie zlikwidowały w ciągu 12 miesięcy 60 tys. miejsc pracy. Kolejni bankowcy będą prawdopodobnie zwolnieni w najbliższych tygodniach.
Spodziewany podział Vivendi oznaczałby koniec ambitnych planów Messiera, który chciał stworzyć z niej konkurenta dla AOL Time Warner, największej na świecie firmy medialnej i internetowej. U szczytu technologicznej hossy, w marcu 2000 r., Vivendi była warta 163 mld euro. Teraz jej kapitalizacja wynosi ok. 19,4 mld euro, czyli niewiele więcej niż dług spółki szacowany na 17 mld euro.