Spadek WIG20 do poziomu, na którym w grudniu zeszłego roku ukształtowane zostało istotne dno, ośmielił nieco popyt. Choć indeks w stosunku do wtorkowego zamknięcia spadł, to jednak w trakcie notowań zyskał 30 punktów w stosunku do najniższego poziomu z dnia. To może być początek korekty spadków. Po wczorajszej sesji wyczerpany został praktycznie zasięg spadków, wynikający z wysokości konsolidacji z okresu styczeń-czerwiec. Konsolidacja ta lepiej niż na wykresie WIG20 widoczna jest na wykresie WIG. Odmierzając w dół wysokość formacji (ok. 1000 pkt.) od linii szyi, znajdującej się na 14 763 pkt., możemy oczekiwać, że wartość WIG spadnie w okolice 13 700 pkt. Biorąc pod uwagę tylko wartości z zamknięcia sesji, indeksowi wciąż brakuje do tej wartości 200 pkt. Jednak minimalna wartość, jaką WIG notował na wczorajszej sesji, to 13 582 pkt. Formację można zatem uznać za zrealizowaną.

Nie znaczy to, że konsolidacja straciła wpływ na notowania. Biorąc pod uwagę jej rozległość, a także uwzględniając kierunek długoterminowego trendu na GPW, zasadne jest oczekiwanie, iż notowania spadać będą przynajmniej do jesiennych dołków indeksów. Dość prawdopodobny scenariusz wyglądałby zatem tak, że teraz mamy lokalną korektę, a po jej zakończeniu kontynuujemy ruch w kierunku 1000 pkt. na wykresie WIG20. Ograniczenie dla wzrostów widziałbym przede wszystkim w połowie wysokiej czarnej świecy z ostatniej sesji czerwca (1233,5 pkt.). Na pełny ruch powrotny w kierunku dołka z początku maja, znajdującego się na 1288 pkt., jest już chyba trochę za późno.

Na duże prawdopodobieństwo korekty wskazują niezwykle niskie wartości wskaźników krótkoterminowych (RSI i Ultimate). Mimo że obydwa sygnalizują silne wyprzedanie rynku, to na ich wykresach nie widać pozytywnych dywergencji. To sugeruje, iż ewentualny wzrost będzie raczej korektą w spadkach niż ich zakończeniem. Wskaźniki podążające za trendem (MACD, średnie ruchome) są dalekie od wysłania sygnałów kupna i w dalszym ciągu wskazują na zdecydowaną przewagę podaży.