Rano, zgodnie z oczekiwaniami, zaczynaliśmy przy niższych cenach. Zresztą -
prawdę mówiąc - pierwsze minuty handlu to swoiste poszukiwanie kursu. Inwestorzy bali się dawać oferty sprzedaży lub kupna, nie bardzo wiadomo było, gdzie jest rynek. Można jednak przyjąć, że pierwszych transakcji dokonywano po 86,5 w przypadku obligacji dwuletnich i po 100,7 w przypadku obligacji pięcioletnich. Potem przeważył popyt i kończyliśmy na 86,70 i 101,80.
Doszło do silnej korekty, ale o pogromie nie ma mowy. A więc na razie sytuacja rozwija się zgodnie z oczekiwaniami. Teraz wszyscy koncentrują się na pytaniu: kto zostanie następcą Marka Belki? Lista kandydatów jest długa, choć niektóre nazwiska nie są poważnie brane pod uwagę. Premier Miller ma zdecydować o obsadzie stanowiska ministra finansów do końca tygodnia, nie wiele czasu więc już zostało. Pamiętajmy jednak, że i jego priorytetem jest jak najszybsze wejście Polski do struktur Unii Europejskiej, stąd trudno oczekiwać, aby mianował polityka nieodpowiedzialnego, który doprowadzi do "rozpasania" finansów publicznych.
Pozostają więc dwie możliwości: albo będzie to ktoś, kto w prostej linii będzie kontynuował politykę Marek Belki, albo dojdzie jednak do rozluźnienia polityki fiskalnej, stosunkowo niewielkiego, ale jednak rozluźnienia. Ta druga sytuacja pociągnie za sobą zapewne relatywne zaostrzenie polityki monetarnej. Tak można zresztą interpretować wypowiedzi członków Rady Polityki Pieniężnej. Oczywiście, może dojść do zmian w ustawie o NBP, co oznaczałoby, że inna Rada zadecyduje o kształcie tej polityki w przyszłym roku. Ale sytuacja, by premier Miller wyraził zgodę jednocześnie na poluzowanie polityki fiskalnej i np. rozszerzenie liczby członków Rady jest raczej mało prawdopodobna. Dlaczego? Bo mogłoby to oznaczać koniec naszych marzeń o wejściu do UE w roku 2004.
Gdyby nowym ministrem finansów został np. Dariusz Rosati (znany wśród inwestorów zagranicznych) lub Jerzy Hausner (może mniej znany, ale za to wskazany przez Marka Belkę), sytuacja szybko by się uspokoiła. Jeśli będzie to ktoś mniej znany, inwestorzy będą czekać na jego decyzję. W takim przypadku nie powinno dojść do silnej korekty, raczej do stabilizacji.