Minister finansów musi być twardzielem. I koniec. Przypominam o tym, bo boję się, że w prowadzonej obecnie łapance na szefa tego kluczowego resortu przyświeca cel znalezienia osoby uległej, miękkiej i dyspozycyjnej. A wtedy droga do katastrofy stoi otworem. I nic nie pomoże! Nawet jeśli taki (Boże uchroń!) minister usiłowałby zrekompensować absurdalną politykę nachalną promocją własnego geniuszu (oj, znamy takich, nieprawda?).
Bawią, ale i przerażają mnie dywagacje rozmaitych ignorantów, którzy deliberują nad tym, czy ekonomia powinna służyć polityce, czy też polityka powinna akceptować prawidła ekonomii. No więc, kochani moi, dywagować nie ma o czym. Matematyka to podstawa. Tak jak i jej pochodna - ekonomia. To nauki brutalne i nielubiane - po politykach widać, że ani nie umieją, ani nie chcą liczyć. Wolą opowiadać dyrdymały i obrzucać błotem wszystkich tych, którzy przeszkadzają im w tworzeniu radosnych papierowych wizji. Myślę, że taką przeszkodą w tworzeniu populistycznych wizji był właśnie Marek Belka. Mimo pewnych zastrzeżeń (w tym nastawienia do podatku od dochodów kapitałowych) był bodaj jedynym faktycznie szanowanym przez nasze środowisko - ludzi rynku kapitałowego - filarem obecnego rządu. I nikt nie wierzy w wypalenie faceta, po którym widać, że żyje ekonomią.
Co teraz? Nowy minister musi szybko udowodnić, że nie będzie marionetką. I że zachowa autonomię wobec "politycznej" części rządu. Każdy szef tego resortu znajduje się w specyficznej sytuacji - gdzieś między młotem a kowadłem. Dokładnie - między matematyką a polityką. Ale jego rolą jest jednak obrona matematyki i prowadzenie czystej księgowości. Z czym może być duży kłopot - bo pustych obietnic i deklaracji przedwyborczych nijak nie uda się zrealizować. Pokusa tworzenia papierowych bytów i dalszego zadłużania państwa, będzie więc wśród polityków ogromna. Stąd jeszcze uważniej trzeba przyglądać się pracom nad budżetem. Czy faktyczne zobowiązania państwa nie będą ukrywane pod pozorem gwarancji i poręczeń? A może maskowane przez "wypychanie" ich do budżetów samorządowych? Może wyprowadzane, gdzieś do agend i agencji?
Deficyt upychany po kątach i długi zamiatane pod dywan - to przecież nic nowego. Ale garb rośnie. Więc tym bardziej podejrzliwie patrzmy na ręce rządu. Obserwujmy bardzo uważnie poczynania nowego ministra finansów. Po to, by uniknąć losu Argentyny. Do której jest nam znacznie bliżej niż się niektórym wydaje.