NBP już w marcu w planie działalności na lata 2002-2004 podał, że zamierza obniżyć poziom rezerw obowiązkowych do obowiązującego w UE. Jednak od tego czasu nie poczynił w tym kierunku żadnych kroków. - Na razie nie ma sygnałów, aby obniżka rezerw obowiązkowych miała nastąpić w najbliższym czasie. Jednak zmiany muszą nastąpić do momentu naszego przystąpienia do Unii. Mam nadzieję, że bank centralny zdecyduje się w tym czasie na sukcesywne obniżki rezerwy obowiązkowej. W przeciwnym razie pozycja polskich banków będzie niekonkurencyjna w stosunku do banków z krajów UE - powiedział Krzysztof Pietraszkiewicz, dyrektor generalny Związku Banków Polskich. Wyjaśnił, że w części krajów Unii rezerwa obowiązkowa jest oprocentowana i wynosi maksymalnie 2%, a w wielu krajach jej nie ma. Tymczasem w Polsce banki muszą odprowadzać na nieoprocentowany rachunek w NBP 4,5% wszystkich depozytów. Według K. Pietraszkiewicza, na obniżce rezerw skorzystaliby i klienci, i banki.
NBP obawia się wzrostu inflacji
Jednym z głównych powodów, dla których NBP powstrzymuje się przed dokonaniem szybkiej redukcji rezerw, jest nadpłynność w sektorze bankowym, czyli nadmiar pieniędzy do zainwestowania. Dodatkowe uwolnienie środków z rezerw mogłoby spowodować wzrost inflacji.
Na razie NBP zdecydował się (od marca br.) podwyższyć do poziomu rynkowego oprocentowanie części (60%) obligacji, które w 1999 r. banki objęły w zamian za zmniejszenie rezerwy obowiązkowej. Ich łączna wartość wynosi 7,8 mld zł. Wcześniej papiery te były oprocentowane na poziomie inflacji. NBP, przeprowadzając tę operację, liczył, że dzięki niej banki będą bardziej skłonne do zaoferowania klientom korzystniejszego oprocentowania kredytów i depozytów w związku z wprowadzeniem przez rząd opodatkowania odsetek od lokat.
Klienci nie odczują zmian