W czwartek blisko godzinną przerwę w notowaniach wywołała gwałtowna burza, jaka przeszła nad Warszawą. Tym razem burzy nie było. Zawiódł jednak operator łącza satelitarnego (firma PAGI), z którego korzysta GPW. W efekcie sesję przerwano o 14.27. Notowania przywrócono o 15.30.
- Operator potwierdził nam usterkę techniczną. Zwykle gdy przeprowadza konserwację urządzeń, jesteśmy o tym z wyprzedzeniem informowani. Tym razem my oraz operator zostaliśmy zaskoczeni przerwą w pracy - informuje Marcin Mizgalski, dyrektor marketingu i edukacji GPW. Jego zdaniem, żadne zlecenia od inwestorów nie zaginęły.
Potwierdza to również Mirosław Szczepański, wicedyrektor działu notowań GPW. - System jest tak skonstruowany, że w praktyce jest to po prostu niemożliwe - twierdzi. Choć samo przełączenie na tryb awaryjny zajmuje maksimum kilka minut, przerwy siłą rzeczy muszą być dłuższe.
W tym czasie odtwarzany jest przebieg sesji oraz potwierdzany odbiór tych informacji przez wszystkich brokerów. - Aby żadne biuro maklerskie nie mogło nam zarzucić, że pracuje na niepełnych danych, równamy do najsłabszego. Dlatego przerwa tyle trwa - dodaje M. Szczepański.
Przerwa wypadła w czasie, gdy normalnie przeprowadza się drugi fixing dla papierów notowanych w systemie jednolitym. W związku z tym giełda postanowiła przesunąć tę część sesji już na godzinę 16.15. Notowanie ciągłe dokończono zgodnie ze zwykłym harmonogramem.