Wątpliwości te starają się wyjaśnić dwaj profesorowie rachunkowości - Steve Sutton z University of Connecticut i Charles Cullinan z Bryant College. W sporządzonym przez nich raporcie, który omawia "The Wall Street Journal Europe", wykazano, że w ciągu ostatnich dwudziestu lat zrezygnowano z tradycyjnych, pracochłonnych, a tym samym kosztownych metod sprawdzania księgowości, zastępując je systemami komputerowymi oraz kontrolą wewnętrzną. Dzięki tym zmianom audytorzy mogli obniżyć o połowę opłaty za świadczone przedsiębiorstwom usługi, broniąc się przed coraz ostrzejszą konkurencją.
Nowy system był w stanie zapobiec niewielkim nadużyciom pracowników niższego szczebla. Nie wykrywał jednak dużo poważniejszych fałszerstw dokonywanych przez osoby pełniące najwyższe funkcje kierownicze.
Opierając się na danych amerykańskiej komisji papierów wartościowych i giełd (SEC), autorzy opracowania stwierdzili, że w latach 1987-1999 za 70% nadużyć byli odpowiedzialni dyrektorzy generalni przedsiębiorstw, przy czym w 1998 r. i 1999 r. udział ten wzrósł.
Wątpliwości co do skuteczności stosowanych metod audytorskich wyraża też od kilku lat SEC. Krytycy dotychczasowego systemu wskazują na konflikt interesów, gdy audytorzy świadczą tym samym klientom usługi doradcze.
Firmy audytorskie starają się zbić ten argument, twierdząc, że doradztwo ułatwia im zapoznanie się ze specyfiką kontrolowanych spółek, a tym samym wykrycie nieprawidłowości.