Międzynarodowa Agencja Energii, która służy radą w tej mierze 26 najbogatszym krajom, w czerwcu obniżyła swoje prognozy zużycia ropy w II półroczu, ze względu na to, że światowa gospodarka nie wykazuje jeszcze oznak wyraźnego wzrostu. Od tego czasu wartość indeksu Dow Jones Stoxx 50 spadła o 11%. Najnowszy raport agencji ma być opublikowany dzisiaj.
Na rynku ropy przeważa opinia, że jeśli popyt wzrośnie w II półroczu, to i ceny tego surowca będą zwyżkowały do 28 USD za baryłkę, a jeśli nie, to spadną do 22 USD. Dopóki to się nie wyjaśni, cena będzie kształtowała się mniej więcej pośrodku tego przedziału.
Europejski Bank Centralny, kształtujący politykę monetarną dla 300 mln ludzi, którzy używają euro jako narodowej waluty, zasygnalizował właśnie, że nie będzie się spieszył z podnoszeniem stóp procentowych, gdyż wciąż nie jest pewien siły ożywienia gospodarczego w tym regionie. W swoim miesięcznym raporcie za lipiec bank powołał się przy tym na wskaźniki dotyczące konsumpcji i sytuacji na rynkach finansowych. Zarówno europejscy przedsiębiorcy, jak i klienci sklepów wykazali w czerwcu wzrost pesymizmu, gdyż wciąż spadające akcje zubożają ich portfele, a to zmniejsza popyt tak na dobra inwestycyjne, jak i konsumpcyjne.
Za baryłkę ropy gatunku Brent z dostawą w sierpniu płacono wczoraj w Londynie 25,88 USD, a więc o 0,2% mniej niż na zamknięciu środowej sesji.
Bardziej staniały wczoraj na londyńskiej giełdzie miedź, aluminium i inne metale kolorowe. Trwający wciąż spadek kursów akcji na giełdach całego świata zachwiał bowiem nadziejami inwestorów, że ożywienie gospodarcze zwiększy popyt na te surowce. Ceny metali są dość ściśle związane ze zmianami na rynkach akcji. Zarówno wzrosty indeksu S&P 500, jak i notowań metali zakończyły się pod koniec marca.