Pomysł zmiany zasad obliczania indeksu dla rynku równoległego wynika przede wszystkim z jego małej użyteczności. Na bazie WIRR-u nie powstał żaden kontrakt terminowy, nie jest on też benchmarkiem dla zarządzających.
Ze względu na małą płynność 58 spółek notowanych na rynku równoległym, na gwałtowne wahania wskaźnika bardzo często mają wpływ pojedyncze transakcje. To zaś wypacza sens jego publikowania, gdyż indeks staje się niereprezentatywny.
Ponadto od czasu do czasu WIRR w ogóle nie jest podawany, gdyż rynek nie potrafi wyznaczyć kursów nawet dla 35% jego składu. A to jest warunkiem minimum dla wyliczenia wartości indeksu. Tak stało się np. w czwartek na otwarciu sesji. Identyczna sytuacja tylko w tym roku miała miejsce już ośmiokrotnie.
- Takich zdarzeń powinniśmy unikać. Rozważamy zatem możliwość poważnej reformy indeksu - mówi Piotr Kamiński, wiceprezes GPW. Jego zdaniem, zmiany powinny przebiegać dwutorowo. Po pierwsze, należy stworzyć możliwość dołączenia do WIRR-u spółek z rynku wolnego. Po drugie, trzeba zastosować surowsze kryteria doboru papierów.
- Pomysł jest na razie we wstępnej fazie. Musimy poczekać na opinię Komitetu Indeksów GPW. Sądzę, że zarząd giełdy zajmie się tą sprawą pod koniec wakacji - ocenia wiceprezes Kamiński. Jeśli giełda zdecyduje się na reformę, to nowy indeks będzie się najprawdopodobniej nazywał WIG Small Cap.