Piątkowa sesja na GPW wypadła bardzo słabo. Przez większość dnia nasz rynek pozostawał w tyle za rosnącymi giełdami zachodnioeuropejskimi. Wzrosty na tamtejszych rynkach zostały przyjęte z dużą rezerwą. Na wczorajszej sesji inwestorzy na GPW w większości przyjęli postawę wyczekującą, czego efektem był znaczy spadek wartości obrotów. Jak się okazało pod koniec sesji, kiedy dynamika rynku gwałtownie wzrosła, było to najlepsze rozwiązanie.

Powodem gwałtownego załamania na giełdach europejskich i zniesienia umiarkowanych wzrostów z otwarcia rynków akcji w USA była informacja o spadku nastrojów konsumentów w USA, opublikowana przez Uniwersytet Michigan. Było to szokujące dla inwestorów na światowych rynkach akcji, głównie z tego powodu, że godzinę wcześniej nadeszła dobra informacja o wzroście sprzedaży detalicznej w czerwcu, podana przez Departament Handlu USA. Reakcja inwestorów na wskaźnik nastrojów była bardzo gwałtowna, co należy uznać za podejście zbyt emocjonalne. Obecnie jednak dominującym czynnikiem kreującym sytuację na światowych rynkach akcji są informacje płynące z USA i zachowanie tamtejszych rynków akcji.

Pomimo ustanowienia w mijającym tygodniu kolejnego minimum przez nasz rynek relatywnie wypadł on nie najgorzej. W porównaniu z Europą i USA spadki na warszawskim parkiecie były w mijającym tygodniu bardzo umiarkowane. Biorąc pod uwagę okoliczności, takie jak: "sztucznie" podtrzymywana niepewność co do polityki nowo mianowanego ministra finansów oraz zachowanie rynku polskich papierów dłużnych i rynku walutowego jest to bardzo dobry sygnał. Oznacza akceptację nowych okoliczności okołorynkowych i jest przesłanką do uzyskania równowagi przez rynek w najbliższym czasie.

Oczywiście, czynnik, jakim jest nowy skandal lub kolejna afera finansowa w USA jest nieprzewidywalny i może diametralnie zmienić sytuację na rynku, to jednak w przypadku braku nowych silnych negatywnych impulsów z zagranicy możemy oczekiwać poprawy nastrojów na GPW.