Tym razem - dość wyjątkowo - obędzie się bez złośliwości. Bo ostatnie dwa dni przyniosły trochę optymizmu na przyszłość. I nie chodzi mi o pełne sloganów i obietnic przemówienie Grzegorza Kołodki. Mówię o tych elementach, których w wystąpieniu nie było, a które wyjaśnione zostały w późniejszych wypowiedziach dla mediów publicznych. Czyli o atmosferze między dwoma stronami tej samej, warszawskiej ulicy Świętokrzyskiej, która może się zmienić. Z korzyścią dla nas wszystkich.

Po pamiętnej wojnie Grzegorza Kołodki z Hanną Gronkiewicz-Waltz i prezentowanej niedawno dość agresywnie przez ministra publicystycznej niechęci do obecnej polityki banku centralnego można było się spodziewać niezłej jatki. Tymczasem Kołodko spuścił z tonu, a Balcerowicz wyciągnął rękę. Jest szansa na dialog. A tym samym - szansa na sukces.

Dobrze przemyślana strategia koordynacji polityki fiskalnej (twardej!) z polityką monetarną (której stopień elastyczności jest wprost proporcjonalny do stopnia konsekwencji MinFinu) to podstawa równowagi w naszych finansach. I czas najwyższy, by - zamiast wojenki - zagościła zgoda.

Bo kilka tematów naprawdę trzeba przegadać. Przede wszystkim uporządkowanie policy mix, która u nas przybrała formę "policy chaos" (zbyt luźny budżet, potężna emisja sekurytyzowanego długu i interwencyjna, twarda polityka monetarna). Ale równocześnie trzeba koniecznie przedyskutować polską ścieżkę do euro. Bo rzucane - jako temat zastępczy - pomysły usztywnienia kursu czy pełnego wprowadzenia currency board, bez określenia celu i horyzontu czasowego takich rozwiązań, są zwyczajnie niebezpieczne. Poza tym mogą być ułudą oraz utrwalać przekonanie ignorantów i populistów, iż jest jakaś cudowna, inna niż matematyczno-ekonomiczna droga rozwoju gospodarki.

Trzymajmy kciuki za porozumienie obu stron ulicy Świętokrzyskiej. Nie muszą się kochać. Byle tylko nie zapominali, że wszyscy jedziemy na tym samym wózku.