Przewaga podaży na największych światowych rynkach akcji jest wciąż wyraźna. Rynki są rozchwiane, a inwestorzy próżno oczekują dobrych wiadomości. W poniedziałek sesyjna zmienność średniej przemysłowej wyniosła prawie 450 pkt. Całe szczęście, że w końcu przyszło opamiętanie i DJIA nieznacznie spadł. Dno wrześniowe zostało tym samym utrzymane. W środę widoczne były oznaki akumulowania akcji. Indeks po 10 kwadransach notowań zyskiwał przeszło 1% i było to głównie zasługą dobrych rezultatów finansowych największych amerykańskich korporacji za II kwartał tego roku. JP MorganChase podał, że w minionym kwartale zarobił 58 centów na akcję (rok wcześniej 38 centów), Citigroup 78 centów (wobec 69 centów w poprzednim roku). Dobre wyniki opublikował również Ford (zyskał na akcję 29 centów wobec straty 42 centów w II kwartale 2001). Wyniki te zostały odebrane jako oznaka coraz szybciej zbliżającego się ożywienia w gospodarce. Niestety konia z rzędem temu, kto nie miałby wątpliwości, czy rezultaty te w pełni oddają zdarzenia gospodarcze, jakie zaszły w tych spółkach. Pokłosiem afery WorldComu jest spadek zaufania. Czas jest najlepszym lekarzem, zbyt mało czasu jednak upłynęło, aby Amerykanie zapomnieli o "gotowaniu" ksiąg handlowych firm, uznawanych za wzory do naśladowania przez Wall Street.
Coraz mniej aktywne są niedźwiedzie na Nasdaqu. Nasdaq Composite mimo przełamania minimum wrześniowego nie oddala się nadto od tego poziomu, uporczywie trzymając się okolic 1 400 pkt. To sygnał, że inwestorzy przestali tłumnie wyprzedawać akcje i trwa okres ubijania dna przed, jak sądzę, krótkoterminowym odreagowaniem wielotygodniowych zniżek.
Największym przegranym ostatnich sesji jest Europa. Od początku tego miesiąca DJ Stoxx 50 zniżkował o 10%. Spadki objęły zwłaszcza rynek francuski, który ugina się pod ciężarem kłopotów największych korporacji i oskarżenia byłego prezesa banku centralnego.
Spadki trwają (może z wyjątkiem Nasdaqu) i nic nie wskazuje, aby tendencja miała w najbliższym czasie się zakończyć.