Z punktu widzenia analizy trendu, do zmiany tendencji średnioterminowej doszło 24 czerwca, kiedy wartość WIG20 spadła poniżej majowego dołka. Fala wyprzedaży, w czasie której nastąpiło wybicie, została zapoczątkowana już wcześniej, bo 3 czerwca. W tym okresie indeks stracił już prawie 20%. Największa korekta, która zdarzyła się "po drodze", nie przekroczyła 3%. Rekordowy spadek WIG20 (bez choćby 5-proc. odbicia w górę) zdarzył się na przełomie maja i czerwca 1995 roku. W trakcie czterech tygodni indeks stracił wtedy 40%. Determinacja inwestorów do pozbywania się akcji, ujawniona na czwartkowej sesji, sprawia, że można postawić pytanie: czy rekord ten zostanie pobity? Pewnie nie. Wtedy trend znajdował się na innym etapie. Rynek był świeżo po wybuchu bańki spekulacyjnej. Teraz mamy już dojrzały trend spadkowy, mniej podatny na tak gwałtowne fale wyprzedaży.
Najszybsza linia trendu
Słabość popytu potwierdza fakt, że niedźwiedzie skutecznie bronią najszybszej linii trendu spadkowego. Prosta ta zaczyna się od lokalnego szczytu 12 czerwca. To właśnie od niej indeks odbił się w czwartek, kończąc lokalną korektę. Wyznaczany przez nią opór znajduje się na 1165 pkt. Jego pokonanie jest warunkiem koniecznym do zmiany trendu krótkoterminowego i zapoczątkowania większej korekty spadków.
Nastroje na rynkach akcji są w ostatnim czasie dość rozchwiane. Dlatego ewentualna korekta może być krótka, ale gwałtowna. Najistotniejszy opór umiejscowiłbym w okolicach 1250 pkt. Tutaj znajduje się luka bessy z 26 czerwca, tutaj też przebiega linia trendu poprowadzona po dołkach z pierwszej połowy tego roku. Na więcej trudno będzie się kupującym zdobyć bez choćby krótkiej konsolidacji. Tej na wykresie WIG20 na razie nie widać.
W trakcie ostatniej korekty kupującym nie udało się pokonać poziomu 1182 pkt., gdzie znajduje się lokalny dołek z 4 lipca. Struktura trendu spadkowego pozostaje zatem nienaruszona. Z samej analizy trendu nie wynika zatem, żeby niedźwiedzie miały w najbliższym czasie ustąpić pola.