Jak pokazał rynek, jeżeli coś wydaje się tanie, to wcale nie oznacza, że nie może być tańsze. Właśnie tak było z kontraktami BREU2, o których wspominałem ostatnio. Co prawda, w poniedziałek akcje spółki rzeczywiście na początku sesji straciły mniej, niż wynosiła wartość dywidendy, jednak była to sytuacja przejściowa. Już po krótkiej chwili rozpoczęła się gwałtowna wyprzedaż walorów.
Akcjom BRE Banku w "liderowaniu" spadkom towarzyszyły walory KGHM. Z wydarzeń na kontrakcie KGHU2 można się cieszyć z uwagi na zdecydowaną poprawę płynności i zwiększone zainteresowanie tym instrumentem. Wzmożony handel w sytuacji gdy na instrumencie bazowym mamy do czynienia z gwałtownymi spadkami jest czymś całkiem normalnym. Jednak to, co działo się na kontrakcie KGHN2, z pewnością już normalne nie było. KGHN2 to kontrakt lipcowy z terminem wygaśnięcia właśnie w piątek. Wolumen wyniósł aż 74 sztuki, z czego 39 "obróciło" się tuż przed końcem sesji. Wtedy, na kilka minut przed godziną 16.00, szacunkowy kurs rozliczeniowy (wyliczany jako średnia ważona wolumenem z wszystkim transakcji w danym dniu) wynosił 11,96 zł. Tymczasem tuż przed końcem sesji ktoś sprzedał 22 kontrakty po 11,5 zł. Jeszcze dziwniejsze rzeczy miały miejsce na końcowym fixingu. W momencie gdy było pewne, iż kurs rozliczeniowy dla kontraktów KGHN2 nie będzie znacząco odbiegał od 11,95 zł, "tajemniczy inwestor" na końcowym fixingu sprzedał kolejne 17 kontraktów po 11,3 zł (!!!), a więc o 65 groszy poniżej PEWNEGO już kursu rozliczeniowego. Trudno mówić o błędzie maklera, gdy taka sama sytuacja pojawia się dwukrotnie. Trudno również powiedzieć, iż transakcja miała dotyczyć innej serii kontraktów, gdyż żadna nie była aż tak nisko wyceniana. Sprawa na pewno jest dziwna i godna wyjaśnienia, a dla uważnych była również zyskowna.