Europa nie miała takiego nadmiaru obligacji śmieciowych od lipca 2000 r., kiedy firmy telefoniczne i kablowe pożyczały miliardy na rozwój. W ciągu czterech tygodni, od 10 lipca 2000 r., weszło na rynek 9 nowych emisji.

Teraz jednak emitenci są inni, chodzi o firmy przemysłowe, które potrzebują pieniędzy na refinansowanie bieżącego długu, również spowodowanego akwizycjami. Nie ma natomiast ani jednej spółki telefonicznej. Inwestorzy interesują się teraz bowiem bilansami firm, a nie ich nadziejami na przyszłe dochody.

Europejski rynek obligacji śmieciowych ożywił się dopiero na przełomie kwietnia i maja, kiedy w ciągu jednego tygodnia Britax International, JohnsonDiversey i Sanitec Oyj sprzedały papiery za ponad 900 mln euro. W ten sposób skończył się okres posuchy, rozpoczęty po zamachach terrorystycznych z 11 września. W I kw. zaledwie cztery spółki sprzedawały obligacje śmieciowe denominowane w euro, a więc tyle samo, ile w ostatnim kwartale ub.r.

Ożywienie na rynku papierów o wysokim oprocentowaniu jest dobrą wiadomością dla banków wobec spadku sprzedaży obligacji mających ocenę inwestycyjną. Wiele emisji obligacji i akcji nie weszło w tym roku na rynek, gdyż inwestorzy domagali się wyższego oprocentowania lub niższych cen. Tylko w ostatnich kilku tygodniach banki nie zarobiły prawie 200 mln euro w wyniku odwołania lub przełożenia emisji. Niektórzy analitycy uważają, że sprzedaż obligacji korporacyjnych jest w tym roku mniejsza o 40%.

Inwestorzy z zadowoleniem przyjęli zatem zwiększoną podaż obligacji śmieciowych, ale to nie znaczy, że nie domagają się wyższego oprocentowania, które zrekompensowałoby im zwiększone ryzyko. Obligacje z oceną podwójnego B mają kupon średnio o 8,92 pkt. proc. wyższy niż papiery rządowe o takim samym terminie zapadalności. Czyli o 4,8 pkt. proc. wyższy niż w kwietniu. A to oznacza, że emitenci za każde 100 mln euro sprzedanych obligacji zapłacą o 4,12 mln euro więcej odsetek.