Obraz najważniejszych rynków akcji na świecie nie zmienia się. Dominują na nich bardzo silne trendy spadkowe i poza dużym wyprzedaniem trudno znaleźć inne argumenty zapowiadające trwalsze ocieplenie koniunktury. Wtorkowe sesje, przede wszystkim na parkietach Eurolandu, mówią wręcz coś przeciwnego - spadki będą kontynuowane. Do takiego wniosku prowadzi proste spostrzeżenie, iż maksima wczorajszych notowań wypadły na poziomie przełamanych dzień wcześniej wsparć. Były nimi odpowiednio: dla CAC-40 minimum z 16 lipca, dla FT-SE 100 zamknięcie z 15 lipca, a dla DAX ubiegłoroczny dołek (licząc po zamknięciach). Przedpołudniowe zwyżki można więc traktować jako ruch powrotny do tych barier. Szczególnie interesujące jest zachowanie DAX, obrazującego koniunkturę u naszego największego partnera handlowego. Z punktu widzenia polskiego rynku warto zwrócić uwagę, że najpóźniej doszło na nim do przebicia wrześniowego dołka. To może sugerować, że i nas czeka podobny los, tym bardziej że w ostatnich dniach minima z ubiegłego roku przełamały również i inne indeksy, takie jak: brazylijska Bovespa, grecki ATG, belgijski BEL20, fiński HEX i szwajcarski SSMI. To pokazuje, że "księgowa" bessa ogarnia kolejne kraje i trudno spodziewać się, byśmy wyłamali się z tej tendencji.

Na amerykańskich giełdach jedyne o czym można myśleć to korekcyjne odbicia. S&P500 zbliża się do poziomu 800 pkt., co może dać tymczasowe wsparcie, DJIA niewiele już dzieli od 7540-7600 pkt., gdzie znajduje się lokalny dołek z drugiej połowy 1998 r. Jednocześnie patrząc na to, z jaką łatwością podaż zdobywa kolejne szańce byków, wskazywanie tych poziomów jako miejsca, z którego nastąpi większy ruch w górę, jest mocno ryzykowne i nie warte, by stawiać na to jakieś pieniądze. Na Nasdaq byki wytchnienie mogą odnaleźć w strefie 1200-1250 pkt. Pierwsza wartość wynika ze zlokalizowania dołków z II kwartału 1997 r., druga z wysokości kanału spadkowego, w jakim indeks znajdował się od początku roku do połowy czerwca. Oporem jest 1346 pkt. - zamknięcie z 10 lipca, stanowiące dolne ograniczenie dwutygodniowej konsolidacji.