Cena ropy naftowej odnotowała wczoraj rano największy wzrost od ponad tygodnia, po tym jak American Petroleum Institute poinformował o spadku zapasów w Stanach Zjednoczonych, co wskazuje na wzrost popytu większy niż prognozowali analitycy.
Zapasy surowej ropy zmniejszyły się w ubiegłym tygodniu o 6 mln baryłek, a więc o 1,9%, co było największym ich uszczupleniem od maja. Popyt na benzynę wzrósł w tym samym czasie o 5,8%. Ubiegłotygodniowy popyt na ropę był trzecim największym w tym roku w Stanach Zjednoczonych. Zapasy spadły o 2,5% w stosunku do ub.r., gdyż amerykańskie rafinerie wykorzystują moce produkcyjne w 94,4%.
Zapasy benzyny w kraju, który zużywa jedną czwartą światowej energii, spadły o 1,3 mln baryłek, do 214 mln. Analitycy spodziewali się spadku o 600 tys., do 1,1 mln baryłek. Ponieważ mamy dopiero połowę letnich wakacji, nie należy spodziewać się w USA spadku popytu w najbliższym czasie.
Jednak nie spowoduje to chyba znaczących zwyżek ceny ropy naftowej, bo okazało się, że Irak podwoił w ubiegłym tygodniu produkcję do 1,4 mln baryłek dziennie i coraz więcej wskazuje na to, że z limitów wydobycia narzuconych przez OPEC wyłamią się wkrótce Nigeria i Wenezuela. W ciągu wczorajszego dnia przeważyły te właśnie informacje o możliwym wzroście podaży i w rezultacie po południu w Londynie baryłka ropy gatunku Brent z dostawą na wrzesień kosztowała 24,82 USD, a więc o 0,9% mniej niż na wtorkowym zamknięciu.
O wiele bardziej, bo o 2,7%, potaniała wczoraj w Londynie miedź. Za tonę tego metalu płacono po południu 1503 USD. W ciągu tygodnia jego cena spadła zatem o 5% i jest najniższa od stycznia. O 1,3% potaniało też wczoraj aluminium, a jego cena wynosząca 1306 USD za tonę jest najniższa od listopada ub.r. A wszystko dlatego, że ciągle trwa przecena na europejskich i amerykańskich rynkach akcji. Tak duże spadki, a więc zubożenie inwestorów, niemal na pewno spowolnią ożywienie gospodarcze. A w każdym razie inwestorzy nie liczą na szybki wzrost popytu na metale.