Reklama

Dzień kapitulacji i znak niedźwiedzia

Niemal przy każdym większym trendzie pojawiają się na pewnym jego etapie inwestorzy i analitycy, którzy przyzwyczajeni do niedawnego poziomu cen uważają przecenę za "wielką okazję" i wieszczą szybkie odwrócenie tendencji. Z reguły schemat ten wygląda tak, że najwięcej jest ich na początku trendu, o wiele mniej na końcu spadków. Mało komu udaje się trafić w punkt zwrotny.

Publikacja: 26.07.2002 09:54

Gdyby nie było inwestorów łapiących dołek, to zamiast powolnej bessy mielibyśmy na wszystkich rynkach krach, który sprowadziłby notowania kilkadziesiąt procent niżej. Tak samo wyglądałaby ostatnia wyprzedaż na GPW, w czasie której WIG20 stracił już ponad 300 pkt. Choć jednosesyjny spadek o 20% byłby jak najbardziej uzasadniony, to jego wystąpienie jest w praktyce niemożliwe. Zawsze bowiem, po każdym kilkuprocentowym będą spadku znajdą się inwestorzy, którzy będą liczyć na złapanie dołka.

Niezależnie od tego, jak rzetelną i dokładną analizę przeprowadzimy, nigdy nie możemy mieć pewności co do zatrzymania zniżki. Tylko w dłuższym terminie pewne jest, że każda bańka spekulacyjna kiedyś pęka, a niedowartościowany rynek w końcu się odbija. Jednak w krótkim okresie giełdami rządzą głównie emocje.

Dlatego większość inwestorów do wyznaczania punktów zwrotnych wykorzystuje nie tylko analizy fundamentalne, ale także analizę techniczną. Moim zdaniem, dopiero sygnały techniczne, świadczące o osiągnięciu przez rynek dna powinny być podstawą do angażowania kapitału.

Pozostaje oczywiście pytanie, jakie powinny być to sygnały, by nie zachęcały do kupna już w połowie trendu ani nie były zbyt spóźnione. Znalezienie takich wskaźników lub pewnego powtarzalnego schematu oprócz satysfakcji przyniesie też na pewno sporo pieniędzy.

Jak to się robi w Ameryce

Reklama
Reklama

Mało który inwestor lubi dzielić się swoimi systemami czy nowymi wskaźnikami. Wiadome jest, że powszechnie znane narzędzia najczęściej stają się nieskuteczne. Mimo wszystko każdego roku ktoś publikuje ciekawy wskaźnik lub jakąś nową teorię. Fizyków wyróżnia się Nagrodą Nobla, aktorów Oscarem, a wśród analityków technicznych wyłowionej perełce przyznaje się co roku najbardziej znaną i cenioną Nagrodę Charlesa H. Dowa.

Jest to wyróżnienie przyznawane przez Stowarzyszenie Analityków Technicznych (Market Technicians Association - MTA) razem z Dow Jones and Company. Spośród nadesłanych prac wybiera się tę, która jest najbardziej rewolucyjna, najskuteczniejsza, najbardziej przydatna i pasuje oczywiście do definicji "wybitnego osiągnięcia w dziedzinie analizy technicznej".

W tym roku ów zaszczytny tytuł przyznany został prezesowi Lowry`s Reports Inc., Paulowi F. Desmondowi, który wydaje najstarszy giełdowy biuletyn o analizie technicznej (12 000 USD roczna subskrypcja). Warto też przy okazji wspomnieć, że założyciel firmy L.M. Lowry, był pierwszym analitykiem nagrodzonym przez MTA. Obecne wyróżnienie przyznane zostało zaledwie 4-stronicowemu opracowaniu, które pokazuje niezawodny sposób... łapania dołka.

Okazuje się, że niektóre sygnały świadczące o końcu trendu spadkowego sprawdzają się za każdym razem. Metoda ta wykorzystuje dość powszechną rynkową prawdę o dniu kapitulacji.

Wśród inwestorów przyjęło się, że każda fala spadkowa kończy się mocną wyprzedażą, nazywaną dniem kapitulacji. Musi w końcu dojść do jakiejś paniki i dramatycznego spadku, który oczyści rynek, wyrzucając z niego ostatnie byki. Wszystkich wtedy dręczy tylko mały problem - czy takim dniem jest spadek Dow Jones na jednej sesji o 500 pkt., czy może 1500 pkt.? Czasami łatwo pomylić fatalny dzień świadczący o sile trendu spadkowego, właśnie z dniem kapitulacji kończącym spadki. Zresztą nawet dzień największej kapitulacji nie musi okazać się dnem przeceny!

Według Paula Desmonda taka paniczna wyprzedaż to dopiero połowa sukcesu. W swoim opracowaniu najpierw zdefiniował on dzień kapitulacji. Niektórzy bowiem nie tylko mierzyli rozmiar przeceny, ale także rozmiar obrotów w czasie jej trwania (duże obroty świadczą o kapitulacji). Desmond przyjął nieco inne założenie, sprowadzając wszystko do intensywności wyprzedaży, a nie jej rozmiarów. Stworzył dość prosty wskaźnik, który na podstawie zmian cen na wszystkich akcjach z NYSE pokazywał, jak silna jest determinacja sprzedających, porównując obroty na akcjach spadających do sumy wszystkich obrotów. Przekroczenie wartości 0,9 oznaczaJednak samo to nie daje jeszcze podstaw do łapania dołka. Często spadek potrafi po takiej wyprzedaży trwać dalej. Aby zaczął się trend wzrostowy, po dniu takiej kapitulacji musi nastąpić dzień silnego kupna akcji. Wartość wskaźnika musi osiągnąć wtedy zbliżony poziom do 0,9, tyle tylko, że dla obrotu spółek rosnących. Autor wychodzi z założenia, że sam dramatyczny spadek cen nie tworzy dna, jeśli dalej nie ma silnego popytu na danym poziomie. Rezultaty takiego zajmowania pozycji można zobaczyć na wykresie 1.

Reklama
Reklama

Szczyty - też nie problem

Wydawać by się mogło, że nagroda za łapanie dołków w czasie tak silnej bessy to kolejny objaw choroby przesadnie optymistycznej Ameryki. Zerknąłem więc na dzieło zeszłorocznego laureata Nagrody Charlesa H. Downa, którym był Peter G. Eliades. W 1992 r. zauważył on pewną prawidłowość w zachowaniu wskaźnika A/D (iloraz liczby akcji rosnących i spadających) na NYSE, która powtarza się zawsze przy występowaniu długoterminowego szczytu. Metoda opiera się na wyszukiwaniu 21-dniowych (średnia liczba sesji w miesiącu) okresów, w których wskaźnik A/D nie wychodzi poza dość wąski obszar 0,65-1,95.

Formację taką nazwał "znakiem niedźwiedzia", a wyniki jej stosowania są wprost imponujące. Zachwyt budzą tym bardziej, że patrząc na długoterminowe wykresy (cały wiek XX) indeksy amerykańskie były niemal cały czas w wielkiej hossie, a krachy czy bessy zdarzały się dość rzadko. Łapanie szczytu na takim rynku jest zdecydowanie trudniejsze od polowania na dzień kapitulacji. Mimo to proszę zobaczyć, że zaraz po wystąpieniu "znaku niedźwiedzia" rynek ulegał załamaniu, a trafność sygnałów jest idealna. (wykres 2).

Na powyższych przykładach dość dobrze widać, że dołek i szczyt jesteśmy w stanie złapać. Obie metody mają jednak, z punktu widzenia polskiego inwestora, kilka istotnych mankamentów. Po pierwsze, nie działają - niestety - na naszym rynku. W przypadku ustalania dnia kapitulacji brak jest danych statystycznych dotyczących obrotu akcjami spadającymi i rosnącymi, ale to jeszcze dałoby się policzyć. Problemem w danych jest ich mała wiarygodność ze względu na niewystarczającą liczbę spółek i niskie obroty. Zachowanie wskaźnika A/D jest u nas mocno przypadkowe, a już na pewno nie układa się w wiarygodny ciąg, z którego prognozować można punkty zwrotne. Liczba rosnących i malejących spółek liczona jest w dziesiątkach, natomiast w USA są to już tysiące.

Druga wada to bardzo rzadkie występowanie tych formacji. Na rynku amerykańskim odstępy między kolejnymi sygnałami liczone są w latach lub nawet dziesiątkach lat. Okres istnienia naszej giełdy jest więc zbyt krótki - nie daje technikom odpowiedniej liczby przedziałów czasowych do sprawdzenia swoich narzędzi.

Metoda wyznaczania punktów zwrotnych ogranicza się zatem do rozwiniętego rynku w Stanach Zjednoczonych, ale warto pamiętać o ich korelacji z resztą światowych giełd.

Reklama
Reklama

Polskie punkty zwrotne

Z wielu amerykańskich publikacji można wyciągnąć wniosek, że najważniejsze w wyznaczaniu punktów zwrotnych są statystyki pokazujące zachowanie całości rynku. Przykładem jest właśnie struktura obrotu, procent rosnących spółek, wielkość obrotu czy zachowanie rynku opcji. Trudne lub nawet niemożliwe jest odnoszenie się do tych wartości na GPW.

Trzeba szukać jakiejś innej metody. Odwoływać się można jedynie do samego ruchu cen. Tak też zrobiłem i ze względu na ostatnio panującą modę na łapanie dołków sprawdziłem zasadność angażowania kapitału w długie pozycje. Przypominam: wyznaczenie końca fali spadkowej z punktu widzenia fundamentów nawet jeśli jest słuszne, to bez technicznych sygnałów odwrotu jest mało racjonalne. Szukając ich można opierać się na wskaźnikach, średnich czy jakichkolwiek innych narzędziach.

Przykładem poszukiwań metody na łapanie dołka może być zachowanie WIG20 w trwającej bessie. Po przyjrzeniu się wszystkim falom spadkowym można wyciągnąć prosty wniosek. W każdej większej fali wyprzedaży nie występowała korekta większa niż 7% (licząc od dołka wyznaczonego w cenach zamknięcia). Dopiero zamknięcie nad tym poziomem świadczyło o końcu fali spadkowej i wchodzeniu w fazę korekty (wykres 3). Każde łapanie dołka przed tą 7-proc. zwyżką kończyło się fiaskiem.

Warto więc zastanowić się, kiedy teraz łapać dołek. Samo 7-proc. odbicie nie było jeszcze sygnałem kupna, wyznaczało jedynie początek korekty. Dopiero ruch powrotny w kierunku ukształtowanego wcześniej minimum (najlepiej podwójne dno) jest najlepszą okazją do kupna, zakładając, że godzimy się na grę na wzrosty w bessie. Stosując tę metodę do obecnej wyprzedaży, należy przyjąć, że indeks musiałby w cenach zamknięcia odbić się przynajmniej o 76 pkt. (7% od środowego dołka na 1083 pkt.), a wtedy po ruchu powrotnym istniałaby realna szansa na nieco dłuższą przerwę w spadkach.

Reklama
Reklama

Przykład, który opisuję, może być inspiracją do poszukiwania własnych metod. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę, że sygnały takie ze względu na krótką historię naszej giełdy będą miały nieco mniejszą zdolność prognostyczną niż przedstawione wyżej amerykańskie "cacuszka". Na razie pozostaje nam chyba naśladować ruchy lepiej rozwiniętych giełd. Tam niezawodne przez ostatnie lata były "znaki niedźwiedzia" Eliadesa i dni odwrotu Desmonda. Co gorsza, na razie obaj panowie są zgodni, że nie widać na horyzoncie żadnego długoterminowego rynku byka.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama