Rozgorzała dyskusja na temat, ile to Skarb Państwa stracił na działalności mafii paliwowej. Zdaniem prokuratora krajowego Karola Napierskiego - około miliarda złotych. "Rzeczpospolita", powołując się na Centralne Biuro Śledcze, obstawia 10 mld zł (1/9 kapitalizacji warszawskiej giełdy). Obie kwoty, zarówno wyższa jak i niższa, są na tyle imponujące, że przedsiębiorczym rodakom należy się nagroda w konkurencji "przekręt ostatniej dekady". Wymięka przy nich afera FOZZ i ART B. Odpoczywający w RPA chłopcy z Colloseum to też cieniasy. Taką imponującą sumą przekrętu mogą być nawet zaskoczeni przebywający w "sanatorium" Grzegorz W. i Władysław J., którzy nie jedno w życiu widzieli.
W ciągu pierwszego półrocza sprywatyzowano zaledwie 3 spółki i osiągnięto 10% przychodów z prywatyzacji (plan - 6,7 mld zł). Tak złych wyników nie mieliśmy od początku transformacji. Natomiast coraz lepsze rezultaty osiągamy w dziedzinie okradania wspólnej państwowej kasy.
Postuluję zatem, by w budżecie państwa, obok pozycji przychody z prywatyzacji, pojawiła się nowa kategoria - "odchody" (pieniądze, które bezpowrotnie odeszły przy wszystkich gospodarczych przekrętach). Byłaby w niej zapisana cała suma, jaką w danym roku stracono m.in. na obchodzeniu przepisów, ze szczególnym uwzględnieniem ulubionego przez rodzimych kombinatorów VAT-u. Jeśli w danym roku finansowym ta pierwszy pozycja byłaby większa od drugiej, to moglibyśmy mówić o sukcesie. W tym roku na to się jednak nie zanosi.
Czy przekręcony minimum 1 mld zł na paliwach to dużo? Biorąc pod uwagę fakt, że być może za taką sumę zostanie sprzedany większościowy pakiet Rafinerii Gdańsk, to chyba jednak niemała kwota. Za okrągły miliard można dzisiaj sobie kupić na giełdzie np. cały Stomil Olsztyn albo w zestawie Dębicę razem bankiem DB 24, Carslbergiem Okocim i Softbankiem.
Sytuacja jest zatem absurdalna. Z jednej strony w pocie czoła sztab ludzi pracuje nad tym, by jak najwięcej środków przysporzyć Skarbowi Państwa z prywatyzacji, a z drugiej równie wartkim strumieniem wypływają pieniądze grabione przez kombinatorów i cwaniaków. Niedoinwestowana przez lata policja, prokuratury, sądy i absurdalne, korupcjogenne przepisy odbijają się nam teraz mocną czkawką. Czy o to chodzi, by nasza gospodarka była jednym wielkim Zakładem Pracy Chronionej gangsterów, dla których ulgi są już tak duże, że czują się niemal zupełnie bezkarni? Mam nadzieję, że nie. O słodka naiwności.