Waluta brazylijska straciła w poniedziałek 5,1% swej wartości w stosunku do dolara, co było największym spadkiem od dewaluacji w 1999 r. Za obligacje rządowe płacono najmniej od stycznia 1996 r., gdy agencja Bloomberga zaczęła gromadzić tego rodzaju dane.

Głównym powodem tych zmian było stwierdzenie amerykańskiego sekretarza skarbu Paula O'Neilla, że nie poprze on dalszej pomocy MFW dla Brazylii. W ciągu ostatnich czterech lat kraj ten otrzymał od tej instytucji kredyty wynoszące około 33 mld USD, ale - zdaniem inwestorów - bez dalszego wsparcia finansowego z zewnątrz nie będzie w stanie spłacić olbrzymiego długu.

Kurs reala spadł już od początku roku o 27%, zwiększając koszty obsługi zadłużenia publicznego, które w ponad połowie jest powiązane z dolarem. Każde osłabienie waluty brazylijskiej o 1 pkt. proc. powoduje wzrost długu o 1,4 mld USD, nasilając obawy przed niewypłacalnością. Nastroje te sprawiły, że tylko w czerwcu Brazylijczycy wywieźli za granicę około 1,5 mld USD, a inwestorzy wycofali z giełdy w Sao Paulo 374 mln USD w wyniku największej wyprzedaży akcji od maja 2000 r.

Do najnowszego spadku kursu reala przyczyniły się pogłoski, że rząd może wprowadzić restrykcje walutowe, aby zahamować deprecjację miejscowej jednostki pieniężnej. W grę mogłoby wchodzić skłonienie banków do zwiększenia rezerw, podwyżka stóp procentowych lub ograniczenie sprzedaży dolarów.

Minister finansów Pedro Malan zapowiedział wysłanie misji do Waszyngtonu, aby przyspieszyć przyznanie pomocy przez MFW. k Ekonomiści i inwestorzy nie sądzą jednak, by instytucja ta wyraziła na to zgodę, zanim obaj opozycyjni kandydaci w wyborach prezydenckich zaaprobują postawione Brazylii warunki. Tymczasem zarówno prowadzący w sondażach przedwyborczych Luiz Inacio Lula da Silva, jak i zajmujący drugie miejsce Ciro Gomes nie chcą wypowiadać się w tej sprawie przed zapowiedzianym na październik głosowaniem.