Ostatnie sesje nie należą do zbyt pasjonujących, szczególnie jeśli porównywać zmienność do ostatniej fali spadkowej, zabierającej dzień w dzień po kilkadziesiąt punktów. Jednak w obecnej sytuacji działa to raczej na korzyść rynku. Po tak głębokich spadkach potrzebna jest jakaś konsolidacja i dopiero przebrnięcie przez ten nudny okres może dawać nadzieję na trwały wzrost.
Na wczorajszej sesji inwestorów męczył właśnie trend boczny, choć dobrze, że przynajmniej na nieco wyższym poziomie. Indeks powolutku rósł niemal całą sesję, dwukrotnie atakując górne ograniczenie kanału wzrostowego na wykresie intraday. Ani to, ani harce giełd europejskich nie wpływały zbytnio na kontrakty, które całą sesję spędziły w okolicach 1075 pkt., rozciągając momentami ujemną bazę nawet do ponad 20 pkt. Niepewność inwestorów budził głównie dość niski obrót na rynku kasowym, umożliwiający nieco sztuczne podnoszenie kilku spółek małymi transakcjami.
Trudno na najbliższe sesje wyznaczyć jakiś kierunek. Rynki zdecydowanie wyhamowały spadki i tworzą sekwencje coraz wyżej położonych dołków, jednak skala tego odreagowania w porównaniu z wcześniejszymi spadkami nie zasługuje na razie nawet na miano porządnej korekty. Obecnie trzymałbym się z dala od rynku i poczekał na wyjaśnienie zarówno sytuacji technicznej, jak i tego, czy np. ostatnie zignorowane przez amerykańskich inwestorów fatalne dane makro (m.in. szokująco duże korekty tak ważnych danych jak PKB) są tylko chwilowym objawem ślepoty, czy może nieco dłuższą chorobą. Od korelacji z rynkami światowymi na dłuższą metę przecież nie uciekniemy. Dla techników pomocna w wyznaczaniu kierunku może być zaznaczona na wykresie średnia kroczącą, która już od ponad miesiąca niemal bezbłędnie zatrzymuje wszystkie wzrosty.