Temat bynajmniej nie odnosi się do giełdowych zawirowań, których w tym tygodniu
było jak na lekarstwo. Sugerowany ostatnio wypoczynek na plaży okazał się chyba najtrafniejszą rekomendacją. Pięciodniowe boje kontrakty skończyły na poziomie 1068 pkt., czyli tylko 3 pkt. niżej niż ostatnie piątkowe zamknięcie, a zakres wahań w każdą stronę nie przekroczył 20 pkt. Porównując ten okres do ostatniej rekordowej (pod względem dynamiki) przeceny, można być nieco znużonym.
Jeśli chodzi o prognozowanie dalszych ruchów, to wydaje się, że w tej chwili zbyt dużo jest niewiadomych, by bez drżenia w głosie móc polecać jakieś pozycje. Każda strona znajdzie argumenty dla swoich inwestycji, a o ich słuszności zadecydują najprawdopodobniej rynki światowe, gdzie inwestorzy skończyli wzrosty związane z odreagowaniem wyprzedanego rynku i zaczęli poszukiwanie innych powodów do kupna. Problem tylko w tym, że takie racjonalne powody bardzo trudno znaleźć, choć, jak wiemy, amerykańska wyobraźnia potrafi zaskakiwać.
Łamany kołem, skłonny byłbym uznać trwającą na naszym rynku konsolidację za akumulację akcji i budowanie podstaw pod przyzwoitą korektę. Potwierdzeniem optymistycznego scenariusza byłoby wyjście kontraktów nad poziom 1120 pkt., gdzie zbiegają się dość ważne opory; pierwsze zniesienie (23,6%) przeceny, mała nie zakryta luka bessy etc. W odniesieniu do indeksu bardzo blisko analogicznego poziomu będzie też przebiegać linia trendu spadkowego, pociągnięta od połowy czerwca przez 3 kolejne szczyty. Wyjście nad te poziomy wlałoby w serca techników nieco więcej średnioterminowego optymizmu. Proszę jednak nie zapominać, że na razie dalej mamy trend spadkowy i w obecnej sytuacji głosowanie kapitałem za takim optymistycznym scenariuszem jest zdecydowanie zbyt ryzykowne.