Trwa dyskusja na temat roli polityków w tej transakcji. Po sugestiach mediów minister komunikacji Kimmo Sasi zlecił nawet "wewnętrzne śledztwo", czy fiński rząd wywierał naciski na zaangażowanie się Sonery w walkę o licencję UMTS w Niemczech wiosną 2000 r.
"Niemiecka przygoda" kosztowała Sonerę 4 mld euro. Kolejne 4 mld euro dołożyła do licencji UMTS, wywalczonej w szczytowym momencie zainteresowania telefonią trzeciej generacji, hiszpańska Telefónica Móviles, z którą Finowie utworzyli konsorcjum o nazwie "Group 3G". Przed tygodniem oba koncerny ostatecznie zrezygnowały z tych planów. W rezultacie Sonera zakończyła II kwartał br. z 2,93 mld euro straty (przed rokiem 513 mln euro zysku netto), przy czym odpisy na inwestycje w UMTS wyniosły 4,28 mld euro.
Dla fińskiej spółki, przygotowującej się do fuzji ze szwedzką Telią, taka strata to poważna rysa na wizerunku, która może mieć wpływ na ostateczną wycenę transakcji. Poza tym, gdyby w ubiegłym roku kierowany przez socjaldemokratę Paavo Lipponena rząd nie zgodził się na dokapitalizowanie spółki "już wtedy z Sonerą byłoby bardzo źle" - twierdzi " Helsingin Sanomat". Zdaniem gazety, ratując spółkę z finansowych opresji pieniędzmi podatników (pakiet 52,8% akcji Sonery należy do fińskiego skarbu państwa) rząd zareagował zbyt późno. Zarzuca także premierowi oraz jego ministrom, że zalecali zaangażowanie się Sonery w niemiecki UMTS bez jakiejkolwiej analizy ryzyka takiej operacji.
W internecie krążą fragmenty niepublikowanej jeszcze książki na temat kulis spektakularnego fiaska UMTS. Anonimowy na razie autor prezentuje kilka fantastycznie brzmiących teorii, m.in. że ówczesny prezes zarządu Sonery Kaj-Erik Relander, forsując decyzję o wejściu na rynek niemiecki, realizował cele... rosyjskiej mafii. Zamieszanie wokół Sonery umiejętnie wykorzystuje opozycja. Szefowa partii liberalnej Anneli Jääteenmäki zażądała już postawienia premiera Lipponena i jego ministra finansów Sauli Niinistö przed specjalną komisją parlamentarną.