Klienci funduszu GTFI Obligacji, zarządzanego przez DM Elimar, zarobili w II kwartale br. 5% (nie udostępniono nam wyników za całe półrocze). Wynik ten uwzględnia opłatę za zarządzanie, wynoszącą 1,2% w skali roku. O połowę niższą stopę zwrotu (2,6%) dał natomiast oferowany przez Elimar portfel papierów dłużnych. Wynik ten trzeba jeszcze pomniejszyć o opłatę za zarządzanie: maksymalnie 2% w skali roku. Minimalna wpłata do funduszu wynosi 2,5 tys. zł, a do portfela 50 tys. zł.

Według Tomasza Białasa, odpowiedzialnego za oba produkty, głównym powodem rozbieżności w wynikach są różnice w strategiach inwestycyjnych. - Aktywa funduszu mają dłuższy średni termin zapadalności od portfela papierów dłużnych, oferowanego w ramach usług asset management - twierdzi T. Białas. Jego zdaniem, kluczowa jest również wartość aktywów. - Aby efektywnie zarządzać portfelem dłużnym, potrzeba co najmniej kilkunastu milionów zł. Inaczej w zasadzie nie można robić transakcji na rynku międzybankowym, który jest tańszy od giełdy. Jeżeli inwestor nie dysponuje taką sumą, to powinien raczej wybrać fundusz - sugeruje zarządzający.

Portfel obligacji skarbowych, oferowany przez Credit Suisse Asset Management, miał w I półroczu dużo lepsze wyniki od funduszu papierów dłużnych PKO/CS TFI, mimo że za oba produkty odpowiada ten sam zarządzający. Fundusz zarobił po odjęciu kosztów poniżej 6%, a portfel zyskał 8,6% (od tego trzeba wprawdzie odjąć opłatę za zarządzanie, ale i tak jest to lepiej niż w funduszu). Według Tomasza Stadnika, zarządzającego obydwoma produktami, przewaga portfela nie jest jednak regułą. Jego zdaniem, powodem różnic w zyskach może być to, że fundusze podlegają bardziej restrykcyjnym regulacjom, dotyczącym polityki inwestycyjnej. Chodzi m.in. o ograniczenie, dotyczące lokowania w papiery jednego emitenta co najwyżej 5% aktywów, chyba że łączna wartość takich lokat nie przekracza 40%. Wtedy ten próg jest podwyższony do 10%.

Dysproporcje w wynikach funduszy i portfeli widoczne są też w przypadku produktów o strategii akcyjnej. Przykładowo, fundusz agresywny CA IB już po odjęciu opłaty za zarządzanie zarobił w I półroczu nieco ponad 3%, z kolei portfel akcji o wysokim standardzie, oferowany przez CA IB Investment Management, stracił 2,6% (do tego trzeba jeszcze dodać koszty zarządzania, wynoszące maksymalnie 3,5%). - Zarządzanie wieloma portfelami, nawet o zbliżonej strategii, jest technicznie dużo trudniejsze niż jednym funduszem. Chodzi m.in. o szybkość reakcji na zmieniającą się sytuację na rynku - twierdzi Robert Nejman, odpowiedzialny za fundusze i portfele inwestycyjne w CA IB.

Na zalety portfeli wskazuje Mirosław Panek, prezes ING TFI (fundusz akcyjny oferowany przez to towarzystwo dał dużo gorszy wynik od portfela o zbliżonej polityce inwestycyjnej). - Zarządzający portfelem może silniej przeważyć spółki, które w danym okresie najszybciej rosną. Jest to bardziej ryzykowne, ale pozwala też osiągnąć większe zyski. Ogromną przewagę portfelom akcyjnym daje też obowiązujące do końca 2003 r. zwolnienie z 20-proc. podatku od zysków kapitałowych, które nie obejmuje funduszy inwestycyjnych - mówi M. Panek.