Pierwotny cel inflacyjny, ustalony przez RPP około roku temu, wynosił 5% plus/minus jeden punkt procentowy. I, zdaniem większości analityków, był realny, z niewielkim ryzykiem przestrzelenia od góry. Główną przyczyną tak wysokiej inflacji miał być deficyt budżetowy oraz wzrost gospodarczy, pobudzający wzrost cen. Jednak już od początku tego roku było coraz bardziej jasne, że jeśli cel inflacyjny nie zostanie osiągnięty, to dlatego, że inflacja będzie zbyt niska, a nie za wysoka. Oczekiwane ożywienie gospodarcze bowiem nie nadchodziło. A gdy do niskiego popytu wewnętrznego dołożył się mocny spadek cen żywności, który rozpoczął się już w maju, dla wszystkich stało się jasne, że inflacja na koniec roku spadnie poniżej 4%. W czerwcu RPP - nieoczekiwanie - zdecydowała się na zmianę celu inflacyjnego na ten rok, obniżając go z 5% plus/minus 1 pkt. proc. do 3% plus/minus 1 pkt. proc.
Na razie większość analityków jest zdania, że tym razem cel zostanie zrealizowany. I to mimo faktu, że ostatnie dane o spadku cen żywności w II połowie lipca skłoniły część banków do redukcji prognoz.
- Obniżyliśmy naszą prognozę do 2,5-2,6% - powiedział Jacek Wiśniewski, ekonomista banku Pekao SA. Nad redukcją zastanawiają się też analitycy Banku Handlowego, którzy wcześniej szacowali inflację na 2,5%. Takiej samej inflacji - 2,5% - oczekują analitycy BZ WBK, którzy redukcji swojej prognozy dokonali nieco wcześniej, gdy resort finansów obniżył akcyzę na alkohole.
Analitycy przewidują, że na wzrost inflacji wpłynie podwyżka cen energii, wzrost cen paliw, spowodowany osłabieniem złotego. Tempo wzrostu cen przyspieszy także sam spadek kursu naszej waluty. Wreszcie nie bez znaczenia będzie tzw. baza statystyczna, czyli niskie wzrosty cen w III i IV kwartale ubiegłego roku. Wystarczy więc, aby w tym roku ceny w poszczególnych miesiącach rosły nieco szybciej, a inflacja roczna podskoczy.
Jednak większość ekonomistów przyznaje, że jest szansa, że inflacja może nie wzrosnąć zbyt mocno. Stanie się tak, jeśli ceny żywności nadal będą spadać.