Cena ropy naftowej spadła wczoraj do poziomu najniższego od ośmiu tygodni po obietnicy prezydenta Stanów Zjednoczonych, że zachowa cierpliwość, co zmniejszyło obawy o rychłe rozpoczęcie inwazji na Irak.

Prezydent George W. Bush, przemawiając w Mississippi, zapewnił, że będzie "cierpliwy i rozważny" w postępowaniu z Irakiem. Bagdad odmawia zgody dla inspektorów Narodów Zjednoczonych na nieskrępowany dostęp do miejsc, gdzie może być składowana broń chemiczna i biologiczna. Niektórzy analitycy rynku surowcowego uważają, że jeśli Irak wpuści inspektorów tam, gdzie chcą, to cena ropy w ciągu jednego dnia może spaść o 2 USD na baryłce.

O ile groźba wojny podtrzymywała cenę ropy powyżej 25 USD za baryłkę przez ostatnie dwa miesiące, to niepewność co do ożywienia gospodarczego wpływa na tę cenę negatywnie. Wczoraj Europejski Bank Centralny w comiesięcznym raporcie wyraził wątpliwość co do zakładanego tempa rozwoju 12 krajów tworzących strefę euro, dając do zrozumienia, że nie będzie spieszył się z podnoszeniem stóp procentowych. Po południu w Londynie baryłka ropy gatunku Brent kosztowała 24,76 USD, a więc o 0,75% mniej niż na środowym zamknięciu.

Miedź trochę wczoraj zdrożała i po południu za tonę płacono w Londynie 1497 USD, czyli o 0,4% więcej niż w środę. Lekkie odbicie spowodowała zwyżka na giełdach akcji, zwłaszcza w Europie. Zdaniem analityków, w średnim terminie cena tego metalu powinna poruszać się w przedziale 1470-1510 USD za tonę.

Złoto lekko staniało i na popołudniowym fixingu w Londynie jego uncja kosztowała 312,15 USD, czyli o 0,12% mniej niż w środę. Po pierwsze, była to zapewne reakcja na wcześniejszy znaczny wzrost ceny, a po drugie, znowu umocnił się dolar, co na ogół nie sprzyja cenie złota.