Rozporządzenie ministra finansów, które weszło w życie 1 stycznia 2002 roku, nakazuje bankom tworzenie rezerw na zagrożone kredyty, kiedy nie są spełnione dwa warunki: nieterminowo są spłacane zobowiązania oraz widocznie pogarsza się sytuacja ekonomiczno-finansowa dłużnika.
Niektóre banki nie widziały potrzeby tworzenia rezerw, bo stocznia terminowo regulowała swoje zobowiązania. To, że sygnały płynące z firmy były niepokojące wątpliwości nie rodziło. A negatywne informacje zaczęły się w połowie ubiegłego roku.
Analitycy DI BRE Banku w raporcie z 22 lipca tego roku napisali: "można zastanawiać się, czy bankom nie można zarzucić zlekceważenia sytuacji stoczni".
Rynek bezwzględnie ocenił zaangażowanie kredytowe banków w Stoczni Szczecińskiej. W ciągu dwóch miesięcy kapitalizacja banków giełdowych zmniejszyła się o ponad 13 mld zł. Akcje Pekao i BPH PBK (dostarczyły ponad połowę kredytów spółce) zostały mocno przecenione i straciły 1/3 wartości. Akcje ING BSK straciły niespełna 5%, choć firma również była dostawcą kapitału dla konglomeratu szczecińskiego. Tu jednak inwestorzy uznali, że nie ma zagrożenia związanego z niespodziewanymi rezerwami, a co za tym idzie - planami finansowymi na ten rok.
W tym miejscu warto przypomnieć, że w ubiegłym roku ING BSK stawiano zarzuty zbyt konserwatywnego podejścia do rezerw. Inwestorzy sądzili, że bank w ten sposób zaniża swoje zyski...