Na podjęcie takiej decyzji przez sąd zanosiło się już od dawna. Sam zarząd, po niepowodzeniu negocjacji z inwestorem indywidualnym, złożył wniosek o upadłość w październiku ubiegłego roku. W czerwcu mówiło się już, że sąd nie ma wątpliwości, jakie będzie jego ostateczne stanowisko. Czekał jedynie na dopełnienie kilku formalności.
W piątek nikt w spółce z Wodzisławia Śląskiego nie chciał z nami rozmawiać. Nieuchwytny był także Jan Bisaga, prezes zarządu Lety od zaledwie miesiąca.
Sytuacja w firmie była zła już od dłuższego czasu. Jej strata za zeszły rok sięgnęła 12,6 mln zł. Po I półroczu 2002 r. strata wynosiła 527 tys. zł. Leta jednak od wielu miesięcy ograniczała swoją działalność. Przychody za ostatnie dwa kwartały sięgały niespełna 1,4 mln zł.
Ostatnio w firmie działo się tak źle, że walne zrezygnowało nawet z głosowania nad sensem dalszego istnienia spółki. Czekano już tylko na upadłość. Sytuacja ta była już od dawna zdyskontowana przez inwestorów na GPW. Papierami Lety handlowano bardzo rzadko. Ostatnia jej giełdowa wycena to zaledwie 4 gr.
I po Lecie