Reklama

Wyparowało ponad 13 mld zł

Akcje banków na GPW od 2 miesięcy są w niełasce inwestorów. Z kapitalizacjispółek tego sektora wyparowało w tym czasie przeszło 13 mld złotych. Inwestorzy obawiają się, że faworyzowana przez nich nie tak dawno branża będzie pogrążała się coraz bardziej pod brzemieniem nieregularnych kredytów. Sprawa Stoczni Szczecińskiej była tylko przysłowiowym cynglem (triggerem), który zachęcił inwestorów do pozbywania się akcji banków.

Publikacja: 10.08.2002 10:29

Mało konserwatywne podejście do księgowania rezerw na kredyty i przedłużający się okres spowolnienia wzrostu gospodarczego skłaniają PARKIET do przyjęcia założenia, że akcje branży finansowej będą gorzej zachowywały się w najbliższym czasie niż reszta rynku.

Kapitalizacja maleje

Indeks Cenowy Sektora Bankowego PARKIETU osiągnął 3 czerwca br. lokalny szczyt. Od tego czasu rozpoczęła się silna zniżka, w wyniku której kapitalizacja 15 banków notowanych na warszawskiej giełdzie stopniała prawie o 1/4. Wyprzedaż walorów spowodowała, że kapitalizacja sektora zmniejszyła się do 7 sierpnia br. o przeszło 13 mld złotych (z 57,1 mld, do 43,8 mld złotych). Odpowiada to z grubsza licząc, utracie wartości rynkowej w wysokości 4 mld USD, co stanowi w przybliżeniu 2% ubiegłorocznego PKB.

Najsilniejsza przecena dotknęła 3 banki: BRE (spadek kapitalizacji o 40%), Pekao i BPH PBK (spadek kapitalizacji o 34%). Z dużych spółek rynek najłagodniej obszedł się z akcjami Banku Handlowego (-4,1%) i ING BSK (-4,9%).

Odwrót kapitałodawców od walorów sektora bankowego nie był przypadkowy. Wiosną tego roku rynek zelektryzowała wiadomość, że prawdopodbne bankructwo Stoczni Szczecińskiej (teraz jest faktem) jednego z dwóch największych producentów statków w naszym kraju, pociągnie za sobą problemy ze ściągalnością udzielanych przez banki kredytów. Obawy inwestorów nie były bez pokrycia. Bankructwo konglomeratu Stoczni Szczecińskiej rzeczywiście wiązało się z koniecznością zawiązywania rezerw celowych przez sektor bankowy, co podważyło prognozy dotyczące zysków.

Reklama
Reklama

Banki barometrem gospodarki

Banki są zwierciadłem przemian zachodzących w gospodarce. Liczne studia analityczne dowodzą, że w okresach ekspansji korporacje i gospodarstwa domowe chętniej sięgają po kredyty niż w okresach dekoniunktury. W dniach recesji w szczególności biorcy kapitału zmniejszają swoje zapotrzebowanie na kredyty i pożyczki.

Polska gospodarka od kilku kwartałów znajduje się w stanie spowolnienia wzrostu gospodarczego, graniczącego z recesją. To musi się odbijać na zachowaniu kredytobiorców. Zdecydowany wzrost bezrobocia powoduje, że gospodarstwa domowe ograniczają wydatki konsumpcyjne (poza dobrami pierwszej potrzeby), jednocześnie wycofując depozyty. Przedsiębiorstwa ograniczają swoje potrzeby inwestycyjne, dostosowując je do popytu ze strony pozostałych uczestników obrotu w gospodarce. Wyprzedają najczęściej zapasy z magazynów, limitując produkcję nowych wyrobów. Najlepszym przykładem takiej właśnie reakcji w sektorze przedsiębiorstw było zachowanie się amerykańskich korporacji na przełomie 2000 i 2001 roku. Sprzedaż produkcji nowych wyrobów sprawia, że maleje zapotrzebowanie na kapitał obrotowy. Odczuwają to także banki dostarczające kapitału obcego.

Kondycja sektora bankowego

Poza drobnymi wyjątkami (np. Bank Częstochowa, który wymagał sanacji przez BRE Bank) kondycja polskich banków notowanych na giełdzie nie budzi obaw. Niestety, do wniosku tego należy dołączyć jedno zastrzeżenie. Kondycja banków pogarsza się.

Nie ma wśród nich tak spektakularnych przypadków, jak warszawski Bank Społem, białostocki Bank Wschodni czy lubelski Wschodni Bank Cukrownictwa, gdzie Komisja Nadzoru Bankowego zdecydowała się na wprowadzenie zarządu komisarycznego. Banki giełdowe notują jednak coraz słabsze rezultaty finansowe, a niepokojący jest również trend wzrostu należności zagrożonych. Z analizy PARKIETU wynika, że zwiększa się liczba instytucji ponoszących straty netto. W 2001 roku mieliśmy na giełdzie 4 banki o ujemnej rentowności (AmerBank, Bank Częstochowa, BOŚ, Kredyt Bank). W 1998 roku jedynie DB24 zanotowało stratę.Obecność w tym gronie Banku Częstochowa nie dziwi. Jego problemy były znane od dłuższego czasu. Nowością jest z kolei pojawienie się w gronie firm nierentownych takich spółek jak BOŚ i Kredyt Bank. Dobre czasy sprzed 4 lat mogą także wspominać akcjonariusze BIG-BG, Banku Handlowego i ING BSK, których ubiegłoroczne zyski stanowiły jedynie odpowiednio: 51,7%, 50,1% i 52,8% zysków uzyskanych przez te instytucje w 1998 roku (w ujęciu nominalnym).

Reklama
Reklama

Głównym powodem ujemnej dynamiki zysków jest zmniejszenie się aktywności w gospodarce. Oprócz argumentów natury ogólnej (spadek zapotrzebowania na kredyty) warto dodać w tym miejscu kolejny. Działalność bankowa w dużym zarysie opiera się na czerpaniu korzyści płynących z różnic pomiędzy oprocentowaniem depozytów (koszt banku) a oprocentowaniem kredytów (przychód banku).

Obecnie banki oferują niskie oprocentowanie depozytów. W najlepszych przypadkach (banki internetowe) nie przekracza ono 7-8% w skali roku. Oprocentowanie wkładów na rachunkach oszczędnościowo-rozliczeniowych (ROR-y) jest z reguły jeszcze niższe. 5 sierpnia średnie oprocentowanie w 20 największych bankach w Polsce wynosiło 2,35%.

Z drugiej strony, banki oferują kredyty oprocentowane w wysokości 15-18% w skali roku. Jak widać, na różnicy pomiędzy oprocentowaniem kredytów i depozytów można sporo zarobić.

Niestety, w ostatnich miesiącach ujawnił się niekorzystny trend w polskim systemie bankowym. Maleją depozyty i wzrasta wartość pieniądza gotówkowego w obiegu. Powoduje to często, że banki, chcąc udzielać kredytów, muszą sięgać po droższy kapitał na rynku międzybankowym. Poniższe zestawienie dowodzi, że bankami mającymi największe potrzeby kapitałowe są BRE Bank i Kredyt Bank. Łączna nadwyżka zobowiązań wobec sektora finansowego nad należnościami przekroczyła 9 mld złotych. Największymi wierzycielami z tego tytułu były z kolei BPH PBK i Pekao, które miały prawie 11-mld nadwyżkę należności nad zobowiązaniami.

Spadek wielkości depozytów, w polskim sektorze bankowym jest następstwem kilku czynników. Po pierwsze, pogorszyła się sytuacja ekonomiczna wielu firm i gospodarstw domowych. Wycofywane lokaty są przeznaczane na zaspokajanie potrzeb bieżącej konsumpcji. Po drugie, niskie oprocentowanie powoduje, że dla wielu gospodarstw domowych korzyści z utrzymywania depozytów są mało atrakcyjne. 2-3-proc. zysk z kapitału w skali roku w opinii większości można spokojnie pominąć. Wielu uważa, że można trzymać pieniądze w przysłowiowej skarpecie niż na lokacie bankowej. Pieniądz trzymany w domu jest bardziej płynny, można go szybciej spożytkować.

Dodatkowym czynnikiem osłabiającym korzyści z lokowania na rachunkach bankowych jest 20-proc. podatek od odsetek. Od dopisanych odsetek banki pobierają podatek, co powoduje, że zamiast pierwotnych 2% inwestorzy otrzymują 1,6%. To może zniechęcać do oszczędzania.

Reklama
Reklama

Wreszcie spadek wielkości depozytów i wzrost gotówki w obiegu jest prawdopodobnie efektem powiększania się tzw. szarej strefy. Silne obłożenie fiskalne sprawia, że część przedsiębiorców decyduje się na działalność z pominięciem systemu podatkowego i bankowego. Transfery pieniędzy odbywają się nieformalnymi kanałami. PARKIETOWI jest znany przypadek wielomilionowej zapłaty za pewne zobowiązanie, co dłużnik uczynił, przynosząc torbę wypchaną po brzegi pieniędzmi.

Z naszych obliczeń wynika, że w okresie styczeń 2001 - czerwiec 2002 nastąpiło przegrupowanie części zasobów pieniędzy. W tym okresie wartość depozytów z terminem do 2 lat zmniejszyła się o 0,9%. Dodatnią dynamikę wykazywały z kolei depozyty na żądanie (+22,2%) i gotówka w obiegu (+29%). Oszczędzanie długoterminowe, jak widać, nie jest w modzie.

Rezerwy bankowe

W Polsce kwestie dotyczące zawiązywania rezerw na poczet tzw. ekspozycji kredytowych reguluje rozporządzenie Rady Ministrów z 10 XII 2001 r. w sprawie zasad tworzenia rezerw na ryzyko związane z działalnością bankową (Dz.U. nr 149, poz. 1672 z dnia 22 XII 2001). Ten akt prawny nakazuje bankom tworzenie rezerw celowych na ekspozycje kredytowe (należności, z wyłączeniem odsetek, także skapitalizowanych, zobowiązania pozabilansowe o charakterze finansowym i gwarancyjnym, pożyczki i kredyty na rzecz Skarbu Państwa, kredyty mieszkaniowe, pożyczki i kredyty konsumpcyjne, rezerwa na ryzyko ogólne, pierwotna wysokość zabezpieczonej kwoty). Ekspozycje kredytowe kwalifikuje się do kilku kategorii - "normalne" (w zakresie pożyczek i kredytów konsumpcyjnych), "pod obserwacją" i "zagrożone" (dzielą się "poniżej standardu", "wątpliwe" i "stracone").

Skoncentrujmy się na kredytach udzielanych przez banki prywatnym spółkom prawa handlowego. Banki ustalają skalę ryzyka kredytowego przy użyciu dwóch kryteriów: terminowości spłat kapitału lub odsetek oraz sytuacji ekonomiczno-finansowej dłużnika. W przypadku ekspozycji na rzecz Skarbu państwa, a także należności z tytułu pożyczek i kredytów konsumpcyjnych wystarczy spełnienie terminowości spłaty kapitału lub odsetek. To jednak szczególne przypadki. Zasadniczo banki ustalają ryzyko kredytowe przy kumulatywnym spełnianiu obu przesłanek - terminowści i sytuacji ekonomiczno-finansowej. Pierwsze kryterium nie pozostawia wątpliwości, jest łatwo weryfikowalne. Jeżeli dłużnik spłaca swoje zobowiązania zgodnie z terminami zawartymi w umowie kredytowej, wówczas jest ono spełnione. Drugie kryterium przysparza o wiele więcej problemów. Dużo zależy od interpretacji dawcy kapitału. Ustawodawca pokusił się o wskazanie, jak można mierzyć kondycję kredytobiorcy. W grę wchodzą mierniki ilościowe (wskaźniki efektywności działania, wskaźniki płynności, wskaźniki rotacji majątku obrotowego i zobowiązań bieżących, wskaźniki struktury bilansu, współczynnik wypłacalności dla banków i margines bezpieczeństwa dla ubezpieczycieli), mierniki jakościowe (jakość zarządzania oceniana przez pryzmat działań kadry kierowniczej, stopień zależności od rynku, dotacji i zamówień rządowych, zamówień dużych dostawców i odbiorców) oraz oceny uznanych agencji ratingowych. Sytuacja ekonomiczno-finansowa jest kryterium niełatwym do interpretacji. Trudno się dziwić, że kondycja przedsiębiorstwa może być różnie oceniana przez różnych kredytodawców. Przykładowo, jedni mogą uznać spadek rentowności kapitału własnego z 10% do 3% jako istotne pogorszenie kondycji dłużnika, inni z kolei uznają to za chwilowe osłabienie zdolności firmy do absorpcji zysków. Andre Helin, prezes BDO Polska, uważa, że do katalogu czynników, które powinny brać pod uwagę banki, należałoby dołączyć również sytację ekonomiczną sektora, w którym działa dłużnik. Tak się dzieje w systemach rachunkowych państw uprzemysłowionych (np. Dania i Szwecja).

Reklama
Reklama

Casus Stoczni Szczecińskiej

Analitycy oceniają zaangażowanie kredytowe banków w Stoczni Szczecińskiej na 1,4-1,5 mld złotych. Największe kredyty udzieliły spółce 3 banki: Pekao, BPH PBK i PKO BP. Zła sytuacja stoczni doprowadziła do konieczności zawiązywania rezerw na udzielone kredyty.

Cofając się chronologicznie widać wyraźnie, że kłopoty Stoczni Szczecińskiej nie pojawiły się dopiero w tym roku. Już w 2000 roku firma wybudowała tylko 9 statków, co oznaczało spadek ilościowy produkcji o połowę. Latem 2001 roku w obliczu wysokiego kursu złotego, spadku cen w przemyśle stoczniowym oraz wysokich cen nośników energii władze spółki zapowiedziały zwolnienia grupowe 1200 pracowników. We wrześniu 2001 r. zakłady Hipolita Cegielskiego z Poznania wstrzymują dostawy silników do statków. W listopadzie załoga przedsiębiorstwa w odpowiedzi na nowy regulamin wynagradzania (pensja miała się składać z dwóch części: stałej 80% i uznaniowej 20%) zapowiada strajk. Zamiast planowanych 14 statków Stocznia Szczecińska woduje w 2001 roku 8 jednostek. Jesienią ubiegłego roku banki wstrzymały finansowanie stoczni.W marcu 2002 roku stocznia nie wykupuje obligacji o wartości 3,5 mln zł na rzecz ING BSK. Jak widać, genezy upadłości Stoczni Szczecińskiej można upatrywać jeszcze w ubiegłym roku.

Banki zdawały się nie zauważać stopniowego pogorszania się kondycji Stoczni Szczecińskiej. Poprzestawały na założeniu, że nie ma konieczności tworzenia rezerw, gdyż stocznia uiszczała na bieżąco swoje zobowiązania. Uznawały zatem, że kryterium terminowości byo zachowane.

Niestety, wspomniane rozporządzenie Rady Ministrów wskazuje, że przy tworzeniu rezerw banki muszą uwzględniać także sytuację ekonomiczno-finansową dłużnika. A ta była mocno nadwątlona. Rezerwy na kredyty dla stoczni pojawiły się w głównej mierze w raportach finansowych za II kwartał 2002 roku. Analitycy DI BRE Banku czytelnie wyłożyli swoje wątpliwości, dotyczące zaangażowania banków w finansowanie szczecińskiego holdingu w raporcie z 22 VII 2002 roku pt. "Polskie banki - gorące i pochmurne lato". Andrzej Powierża, analityk sektora bankowego napisał wówczas: "W przypadku stoczni należy zastanowić się, czy nie można bankom zarzucić zlekceważenia sytuacji stoczni (...) Wydaje się, że banki dysponowały wystarczającymi informacjami, aby móc na ich podstawie zgodnie z przepisami prawa zakwalifikować należności wobec podmiotów z grupy Stoczni Szczecińskiej jako należności zagrożone".

Reklama
Reklama

Andre Helinem, prezes zarządu BDO Polska

PARKIET: Jak Pan ocenia zaangażowanie giełdowych banków w kontekście upadłości Stoczni Szczecińskiej?

Andre Helin: Sprawa Stoczni Szczecińskiej ujawniła wiele wątpliwości, związanych z tworzeniem rezerw na wierzytelności kredytowe. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że banki pominęły niezwykle istotny czynnik w szacowaniu ryzyka. Skupiły się głównie na terminowości spłat kredytu, zapominając o tym, że należy badać również sytuację ekonomiczną sektora stoczniowego. Osłabienie kondycji tej branży było widoczne przecież od dłuższego czasu. W gospodarkach rozwiniętcyh nadzór bankowy często obliguje banki do uwzględniania sytuacji ekonomicznej sektora, w którym działają kredytobiorcy. MSR wymagają, aby banki dostarczały inwestorom wielu informacji o zaangażowaniu kredytowym w podziale na poszczególne sektory. Polski standard jest już znacznie uboższy pod tym względem. Generalna uwaga odnosząca się do polskich firm jest taka, że w porównaniu z konkurentami zagranicznymi zbyt późno zawiązuje się rezerwy.

Zaskakuje mnie reakcja banków, pozywających biegłego rewidenta Stoczni Szczecińskiej (firma Ernst&Young - przyp. red.) z powodu niezgłoszenia zastrzeżeń co do kondycji przedsiębiorstwa w audycie za 2001 rok. Banki przecież zastrzegają sobie w umowach kredytowych możliwość wglądu w sprawozdawczość finansową. Mogą zatem żądać dostarczenia różnych dokumentów, nie bacząc na opinie innych.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama