Niewdzięczną rolę komentatora wczorajszej sesji spróbuję osłodzić sobie i Czytelnikom pewną analogią. No bo cóż można napisać o samych notowaniach? Zakres wahań indeksu to 10 punktów (z czego połowa w nerwowej końcówce po słabym otwarciu w USA), obroty w notowaniach ciągłych wyniosły 68 mln zł, wolumen kontraktów 3029 sztuk. Sezon wakacyjny w pełni. Tylko ile on jeszcze potrwa? Inwestorzy z nadzieją czekają na historycznie dobry dla naszej giełdy okres jesienny. Przez ostatnie trzy lata można zauważyć coraz wcześniejsze kształtowanie się dna WIG20, po którym następowały krótsze czy dłuższe jesienne fale wzrostowe. W roku 1999 był to 18 października, w 2001 - 13 października, rok później już 25 września. Zjawisko łatwo wytłumaczalne - inwestorzy spodziewają się wzrostów, więc wcześniej zajmują pozycje na rynku, co przyspiesza wybicie. Czy w tym roku można spodziewać się kontynuacji tego procesu? Obecna konsolidacja swą strukturą, rozkładem obrotów i długością trwania przypomina tę z przełomu września i października 2001 roku. A o sile tamtego ruchu nie muszę nikogo przekonywać. Wybicie w górę nastąpiło wtedy na 13 sesji konsolidacji, my w tej chwili 13 mamy już za sobą. Są oczywiście różnice (niższy poziom i mniejszy zakres wahań), ale trudno oczekiwać lustrzanego odbicia.
To, oczywiście, tylko przytoczenie pewnych analogii. Dopóki indeks nie opuści obszaru konsolidacji (1043-1088 pkt.), zajmowanie średnioterminowych pozycji z jednej czy drugiej strony jest ryzykowne. Jedno jest pewne - nie należy dać się uśpić, bo im dłuższy ruch boczny, im niższe obroty się pojawiają, tym wybicie będzie bardziej dynamiczne i znaczące. Czujność wtedy z pewnością zaprocentuje.