- Na jakiekolwiek szacunki szkód jest jeszcze za wcześnie - powiedział niemieckiemu "Handelsblattowi" rzecznik koncernu Allianz. Ten potentat na razie nie przewiduje korekty prognoz zysku na ten rok. - Wszystko jeszcze mieści się w przyjętych przez nas założeniach, ale nikt nie jest w stanie przewidzieć, co przyniesie jesień i początek zimy - dodaje.
Szczególnie odczują ostatnie wydarzenia towarzystwa specjalizujące się w ubezpieczeniach domów i samochodów. W tym pierwszym segmencie liderem na niemieckim rynku jest firma Huk-Coburg, a w drugim - Allianz . - Na razie mamy do czynienia tylko ze skutkami powodzi. Już teraz szkody przekroczyły tutaj średnią z kilkunastu minionych lat. Mam nadzieję, że w tym roku nie spotka nas już nic groźniejszego, choćby na miarę huraganu "Lothar" z 1999 r. W każdym razie branża ubezpieczeniowa musi być przygotowana na rekordowo wysokie odszkodowania - przyznał Arno Junke, szef niemieckiego oddziału trzeciej na świecie firmy reasekuracyjnej General Cologne Re.
W I półroczu liczba zgłoszonych szkód, spowodowanych przez burze i powodzie, wzrosła w Niemczech w porównaniu z tym samym okresem ub.r. 4-krotnie. Tylko w Bawarii odnotowano ponad 30 tys. uszkodzeń budynków na 34 mln euro. W czerwcu grad zniszczył 10 tys. samochodów (15 mln euro szkód). Z kolei podczas lipcowych burz w Berlinie i Brandenburgii odnotowano 12 tys. przypadków szkód (na ponad 15 mln euro). W trakcie ostatnich anomalii pogodowych w Niemczech sam tylko Allianz odnotował blisko 20 tys. zgłoszeń (dane z minionego piątku).
- Niemiecka branża ubezpieczeniowa musi się przygotować na to, że również w najbliższych latach będzie musiała wypłacać coraz większe odszkodowania z tytułu katastrof naturalnych. Efekty zmian klimatycznych są coraz wyraźniej dostrzegalne - uważa Andreas Jahn, doradca zarządu grupy Ergo. - Np. w miejscowości Hohenpeissenberg (niedaleko Monachium) w ciągu ostatnich 120 lat liczba dni w roku z opadami przekraczającymi 30 litrów na mkw wzrosła dwukrotnie - potwierdza Eberhard Faust, analityk z Deutsche Rück. Następstwem katastrof ostatnich dwóch lat jest zwiększone zainteresowanie polisami.
Jeżeli przewidywania ekspertów się potwierdzą (a wszystko na to wskazuje), branżę ubezpieczeniową czekają ciężkie czasy. - Dojdzie do tego, że nie będziemy w stanie udźwignąć wszystkiego na swoich barkach. Dlatego już teraz nabiera znaczenia wypracowanie modelu alternatywnego transferu ryzyka. Mam na myśli szeroko pojęty światowy rynek kapitałowy, w tym przede wszystkim rynek obligacji - uważa Arno Junke z General Cologne Re.