No to mamy nowe obyczaje korporacyjne. Oto - wedle wczorajszych doniesień - m.in. "wola załogi" sprawiła, że rada nadzorcza pewnej szczecińskiej, ostatnio bardzo głośnej, spółki odwołała pobitego wcześniej przez "kolegów" ze stoczni prezesa. Nie wnikam w to, czy odwołanie mu się należało, czy nie. Chciałbym zwrócić uwagę na to, że publicznie zaprezentowano właśnie nowy model postępowania - faceta najpierw się sponiewiera, a potem wymusi jego wywalenie. Jednym zdaniem - cała władza w ręce mas.

Menedżerowie mają teraz przechlapane. Pracownicy w nich właśnie zdają się widzieć źródło wszelkiego zła. I na pewno w części przypadków mają rację - cwaniactwo, złodziejstwo i korupcja kwitną sobie w najlepsze. Jednak wszystkim mądralom, które uważają, że prowadzenie biznesu to betka i sam miód, polecam spróbowanie własnych sił. Tak choćby przez tydzień. Zachęcam do próby sił z dłużnikami i wierzycielami. Do użerania się z potopem papierowej biurokracji. Z urzędnikami. Z podatkami i ubezpieczeniami. I z samymi pracownikami wreszcie...

W Polsce dzieje się źle. Sytuacja wielu ludzi jest rozpaczliwa i - wbrew opiniom wielu uczestników listy dyskusyjnej PARKIETU, którzy ostatnio dnie i noce spędzają na obrzucaniu mnie wyzwiskami - doskonale zdaję sobie z tego sprawę. Lepiej niż się im wydaje. Niemniej podpalanie Polski, na co ochotę wydają się mieć co niektórzy bardziej krewcy obywatele, zakończy się pożarem, który doprowadzi do jeszcze większej biedy. A ja do znudzenia będę powtarzał, że w biznesie nie ma cudów. Nikt nie sprawi jednym ruchem ręki, że nagle będzie lepiej. Ani w firmach, ani w gospodarce. To nie totolotek i nie ma szans na wygranie ratunkowej gwiazdki z nieba. No chyba że uda nam się dokopać do jakiejś ropy. Ale Karlino już było. Obiecanki-cacanki też. Od pustych obietnic Polakom nie żyło się dostatniej, a Polska w siłę nie urosła. Niektórzy z coraz większym rozrzewnieniem wspominają czasy PRL.

I w owych wspominkach ignorują zapewne przykry fakt, że tamto państwo zwyczajnie straciło płynność po zabawie lat 70., a za konsekwencje owej absurdalnej polityki ożywiania przez zadłużanie płacić będziemy jeszcze bardzo długo. Zapominają także o cwaniactwie i partyjniactwie ówczesnych nomenklaturowych dyrektorów i kierowników. Dobrze byłoby, gdyby rady robotnicze pomyślały o tym zanim zlinczują kolejnych menedżerów i pomaszerują na kolejne ministerstwa.