Podaż pieniądza na koniec lipca wyniosła 324 mld zł i była większa o 1,65 mld zł (0,5%) niż miesiąc wcześniej, jednak mniejsza o 4,3 mld zł (1,3%) niż na koniec ubiegłego roku. Nadal rośnie wartość gotówki w obiegu. W lipcu było jej o 0,5 mld zł (1,3%) więcej niż w czerwcu i o 3,5 mld zł (9,3%) więcej niż na koniec grudnia. Minimalnie w ubiegłym miesiącu wzrosła wartość depozytów - zaledwie o 0,1%. Są one jednak o 2,7% niższe niż w grudniu. Wartość udzielonych kredytów za to zwiększyła się o 1,2%, a w stosunku do końca grudnia - 0 4,4%.
Analitycy przyjęli informacje o podaży pieniądza dość obojętnie.
- Wprawdzie te dane wspierają decyzję o ewentualnej obniżce stóp procentowych, ale ich znaczenie jest niezbyt istotne - powiedziała Katarzyna Zajdel-Kurowska, ekonomistka Banku Handlowego. - Największe znaczenie będzie miała lipcowa inflacja, która według nas spadnie do 1,4%, z 1,6% w czerwcu. Dane inflacyjne są o tyle ważne, że jeszcze niedawno większość analiz, w tym przygotowana przez bank centralny, ostrzegała przed wzrostem inflacji w II połowie roku. Tymczasem obecnie już wiadomo, że wskaźnik ten będzie niski. My spodziewamy się wzrostu inflacji dopiero w ostatnich miesiącach roku do 2,1%.
Także Piotr Chwiejczak, ekonomista BIG-BG, uważa, że dane o lipcowej podaży pieniądza są kolejnym argumentem za obniżką stóp procentowych.
- Dane te pokazują, że jest niski popyt na kredyt i dramatyczna sytuacja w depozytach - powiedział. - Ale informacje o podaży pieniądza nie mówią niczego nowego. Stanowią kolejny argument za redukcją stóp, do której - naszym zdaniem - dojdzie w sierpniu i oprocentowanie w NBP spadnie o 50 pkt. bazowych.