Bodźcem do wzrostu cen ropy naftowej były w ciągu ostatnich dwóch dni dane, które wykazały dużo większy, niż przewidywano, spadek zapasów tego surowca w USA. Znalazły się one na najniższym poziomie od siedemnastu miesięcy. Czynnikiem sprzyjającym zwyżce notowań były też spekulacje na temat ewentualnego ataku na Irak, przygotowywanego przez Stany Zjednoczone, aby obalić Saddama Husajna. Wojna mogłaby bowiem zakłócić w pewnym stopniu dostawy ropy z Bliskiego Wschodu. Za dodatkowy bodziec do wzrostu cen paliw płynnych można uznać stwierdzenie sekretarza generalnego OPEC Alvaro Silvy, że organizacja ta nie rozważa na razie zwiększenia wydobycia, a kwestia ta będzie omawiana dopiero podczas najbliższego spotkania ministrów 19 września. W najbliższym czasie nie można więc oczekiwać wzrostu podaży. W czwartek po południu za baryłkę gatunku Brent z dostawą we wrześniu płacono w Londynie 26,43 USD, wobec 26,15 USD we wtorek.
W środę notowania złota obniżyły się wyraźnie, gdyż nastąpił odpływ kapitałów na rynek akcji w związku z silnym wzrostem indeksów nowojorskich. Uncja tego kruszcu kosztowała w Londynie 311,65 USD, o 4 USD mniej niż we wtorek. Podczas sesji czwartkowej usiłowano odrobić część strat, ale notowania wzrosły tylko nieznacznie, do niespełna 312 USD za uncję.
Środowy, bardzo wyraźny wzrost notowań na Wall Street był impulsem do zwyżki ceny miedzi. Przyczyniły się też do niej w znacznej mierze zakupy o charakterze spekulacyjnych, a także popyt fizyczny na rynku azjatyckim. Po spadku w środę o 20 USD do 1479 USD za tonę, w czwartek notowania tego metalu w kontraktach trzymiesięcznych podniosły się w Londynie do 1493 USD.