Poniedziałek przyniósł najpierw zwyżkę notowań ropy, którą pobudziła wypowiedź ministra przemysłu naftowego Kuwejtu. Stwierdził on, że OPEC powinna utrzymać na obecnym poziomie wydobycie, jeżeli cena tego surowca nie przekroczy 30 USD za baryłkę. Podobne oświadczenie złożył w zeszłym tygodniu przewodniczący OPEC, Riwanu Lukman. Stanowisko to zaniepokoiło ekonomistów, gdyż - ich zdaniem - wywindowanie notowań ropy do tak wysokiego poziomu utrudniłoby w dużym stopniu ogólną poprawę koniunktury. Przy końcu dnia wzrost cen został zahamowany i po południu za baryłkę gatunku Brent z dostawą w październiku płacono w Londynie 26,97 USD wobec 27 USD w piątek.

Doniesienia o wzroście notowań na europejskich giełdach akcji spowodowały spadek ceny złota. Przy niewielkich obrotach, typowych dla sezonu wakacyjnego, kruszec ten staniał w Londynie do 310,45 USD za uncję z 313,95 USD w końcu ubiegłego tygodnia. Niektórzy eksperci uważają, że po wakacjach notowania złota ponownie wzrosną. Powinna temu sprzyjać niepewność, dotycząca ożywienia w gospodarce amerykańskiej, a także spodziewany wzrost popytu w Indiach, które są największym importerem tego metalu.

W dalszym ciągu spadała również cena miedzi, pociągając za sobą notowania innych metali kolorowych. Tona tego surowca w kontraktach trzymiesięcznych kosztowała w Londynie 1489 USD wobec 1497 USD w piątek. Ujemnie na nastroje inwestorów wpływały wciąż opublikowane w końcu ubiegłego tygodniu dane statystyczne, świadczące o wolniejszej, niż oczekiwano, poprawie koniunktury w gospodarce USA. Notowania metali nieżelaznych są bowiem silnie uzależnione od ogólnej sytuacji ekonomicznej.